Z punktu widzenia Thaddeusa
– Nie dziś, Thaddeusie – mówi, odtrącając moją dłoń. Wydaję z siebie głośny warkot, po czym go odpycham.
– W porządku – rzucam ostro, wchodząc do środka. Bianki już nie było i pozostał po niej tylko słaby, unoszący się w powietrzu zapach. – Ryland?! – krzyczę.
– Pospiesz się, wychodzimy – Ryland wyszedł zza rogu, a na jego ustach tańczył szelmowski uśmiech. Złapał kurtk






