Maddox
Byłem w drodze na lotnisko, żeby osobiście odebrać Harper. W jednej dłoni trzymałem kubek kawy, rozmawiając z wujkiem Sebastianem przez słuchawkę.
– Od kiedy to oferujesz komukolwiek swój prywatny odrzutowiec? – zapytał z drugiego końca linii.
– Harper to nie jest byle kto – powiedziałem, nie odrywając wzroku od drogi.
Zaśmiał się cicho, co sprawiło, że lekko uniosłem brwi.
– O co chodzi?
–






