GENEVIEVE
Postać na zewnątrz się nie odzywała. Nie musiała. Sama jej obecność wystarczyła – masywna, potężna i cicha jak ostrze. Drzwi kierowcy otworzyły się, skrzypienie rozdarło mroźne nocne powietrze, a potem szorstkie dłonie zacisnęły się na moim ramieniu.
– Ruchy.
Głos nie należał do Gregory'ego. Był zbyt płaski, zbyt użytkowy. Żołnierz.
Moje ciało stawiało opór, instynktownie odciąga






