GENEVIEVE
Szpitale miały swój własny rodzaj ciszy.
Nie tej miękkiej, spokojnej. Nie, ta była cięższa, cisza, która napierała z każdego kąta, brzęcząc maszynami i wonią antyseptyków, szepcząca o życiach, które zwisały na kruchych nitkach.
Nienawidziłam jej.
Każdej nocy, kiedy wszyscy inni już wyszli, siedziałam w tej ciszy z Alistairem. Bliźnięta wtulały się we mnie, ich maleńkie ciała były






