GENEVIEVE
Londyn był... złoty.
Nie w dosłownym sensie – nie jak apartament Alistaira o zachodzie słońca czy ciepły blask naszyjnika, którego wciąż nie zdjęłam – ale w sposób, który osiadał w kościach. Ten rodzaj złota, który sprawiał, że oddychałaś głębiej. Spokojniej. Jakby świat wreszcie rozluźnił uścisk na twoim gardle.
Ostatnie kilka dni spędziłyśmy w wirze wydarzeń: hurtownie tkanin, rzemi






