Lily
Około miesiąc później...
"LILY!" WARKNĄŁ MAVERICK. "Poważnie?"
"Co?" odkrzyknęłam z kuchni. Była sobota, wczesny wieczór. Wyjątkowo oboje mieliśmy wolny dzień, więc staraliśmy się go maksymalnie wykorzystać.
Wszedł w pole mojego widzenia i stanął w drzwiach sypialni ze stertą ubrań w ramionach, prawie zbyt wielką, by dało się ją utrzymać. "To się nazywa kosz na pranie. Używaj go."






