Payton
Skinęłam głową. — Twoja, ale to oznacza, że ty jesteś mój.
Zaśmiał się cicho. — Tak, Payton. Jestem twój.
— O ile mamy w tej kwestii jasność.
— Boże, kocham cię — wyszeptał, tłumiąc śmiech.
— Ja też cię trochę kocham, kochanie.
Ujął moją dłoń, pocałował mnie we wnętrze dłoni, po czym poprowadził do nieoznakowanych drzwi na lewo od miejsca, które wyglądało na właściwy warsztat.






