Podczas drogi do domu czuła się tak, jakby powoli się dusiła.
Każde czerwone światło opóźniało to, co – jak doskonale wiedziała – musiało wkrótce nadejść. Roman zachowywał się jak pies, który dorwał kość.
Blair czuła na sobie jego wzrok. Przez to jej dłonie zaciskały się na kolanach. Czuła potrzebę przerwania tej ciszy.
— To był miły wieczór — powiedziała, spięta i aż nazbyt swobodna.
— Czyżby? —






