(Punkt widzenia Luny Victorii)
Siedzę przy szpitalnym łóżku mojego syna, kiedy do sali wchodzi mój przeznaczony, Alfa Maximilian.
„Są jakieś postępy?” – pyta ponuro.
„Z tego, co widzę, nie” – odpowiadam ze smutkiem.
Maximilian siada na krześle obok mnie i kładzie dłoń na mojej nodze. „Jesteś gotowa porozmawiać o tym, co się stało?”
„Nie.”
„Victorio, kochanie, minęło czterdzieści osiem godzin






