Kaelen trzymał mnie mocno przy boku, gdy torowaliśmy sobie drogę przez tłum. Żadne z nas nie odezwało się słowem do reporterów, a chcąc osłonić moją reakcję przed nieustającymi błyskami fleszy, otoczył mnie swoją marynarką, skutecznie chowając moją twarz.
W końcu dotarliśmy do jego samochodu, a kierowca natychmiast odjechał, zostawiając reporterów krzyczących bezskutecznie na chodniku. Nagła cisza






