Z perspektywy Aysel
Na górze ani ja, ani Magnus nie wspomnieliśmy już więcej o Damonie Blackwoodzie. To tak, jakby jego obecność została do czysta wymazana z powietrza, pozostawiając tylko miarowy dźwięk naszych oddechów i cichy szum deszczu za oknem legowiska.
– Wszystkiego najlepszego – mruknął Magnus.
Uniósł smukły łańcuszek i zapiął go na mojej szyi. Była to srebrna, ciernista róża – delikatna






