Z perspektywy Amelii
Oczy Leonarda płonęły autorytetem. Jego obecność była jak siła, która wypełniała każdy zakątek pokoju, wzbudzając szacunek i strach. Nikt się nie odzywał, dopóki on nie zabrał głosu.
Przełknęłam ślinę z trudem, gdy splotł swoje palce z moimi i byłam niezwykle świadoma ludzi, którzy to widzieli. Ciężar tylu wpatrzonych we mnie oczu sprawił, że skóra mnie mrowiła. Ale to przede






