Na dziedzińcu zapanowała martwa cisza, a jedynie zimny wiatr przemykał po wierzchołkach drzew, cicho szeleszcząc.
Henry stał nieruchomo niczym posąg, oszołomiony.
Minęła długa chwila, zanim powoli zaczął odzyskiwać zmysły, a jego oczy wypełniły się dezorientacją i bezradnością.
Posiadłość księcia przeżywała niespokojne czasy. Potrzebne srebro wciąż nie zostało w pełni zebrane, a teraz, w niewyjaśn






