ROZDZIAŁ 65
PERSPEKTYWA MILI
A potem zaczął pchnięcia, głębokie i ostre, tak mocne, że łóżko skrzypiało pod nami, tak szybkie, że nie mogłam nawet złapać tchu. To było tak, jakby był opętany, jakby coś w nim pękło, i teraz istniała tylko ta chwila, ta konkretna sekunda, kiedy wchodził we mnie raz za razem, jakby próbował stać się ze mną jednością lub całkowicie we mnie zniknąć.
– O-o Chryste...






