ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
PERSPEKTYWA SIENNY
W samochodzie panowała grobowa cisza. Jedyne, co słyszałam, to mój własny, drżący oddech. Roman nie odezwał się ani słowem. Ani razu. Trzymał kierownicę tak mocno, że zbielały mu kostki, a jego szczęka — Boże — była tak zaciśnięta, jakby za sekundę miał eksplodować.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, dokąd jedziemy, dopóki nie zobaczyłam drogi, na której się z






