languageJęzyk

3

Autor: Aeliana Moreau 15 cze 2026

  ROZDZIAŁ TRZECI

PUNKT WIDZENIA SIENNY

– Gratulacje, panno Sienno. Jest pani w piątym tygodniu ciąży.

Poczułam, jak mój świat rozpada się na kawałki, gdy zobaczyłam prawdę wydrukowaną czarno na białym. Wynik badania drżał w mojej dłoni. Słowa były jasne. Prawda jeszcze jaśniejsza.

Pięć tygodni.

Dokładnie pięć tygodni od nocy, w której przyszedł do mojego pokoju. Nocy, w której go wpuściłam. Nocy, w której pozwoliłam mu się posiąść, złamać mnie, zniszczyć.

Roman Vaughn.

Mój przyrodni brat.

Mój pierwszy. Mój jedyny.

Człowiek, o którym nie mogłam przestać śnić. Człowiek, za którym nie mogłam przestać tęsknić. Człowiek, który dotykał mnie, jakbym była jego i szeptał, że do niego należę. Człowiek, który wypełnił mnie po brzegi, doszedł we mnie, trzymał mnie przez całą noc – a potem zniknął.

A teraz zostawił we mnie coś po sobie.

Cząstkę siebie.

Żywą.

Rosnącą.

Nogi ugięły się pode mną w chwili, gdy wyszłam z gabinetu lekarza. Moje ciało nie drżało ze strachu. Drżało, bo wciąż go czułam. Dźwięk mojego imienia w jego ustach, gdy dochodził. Złamał mnie w najpiękniejszy możliwy sposób. A teraz zostawił mnie z tajemnicą, której nie mogłam długo ukrywać.

Co powiem macosze? Mojemu ojcu? Że jestem w ciąży z jego pasierbem? Że nie mogę przestać myśleć o tym, jak jego członek we mnie uderzał, biorąc mnie w posiadanie, jakbym była jakąś obsesją, której nie chciał odpuścić?

Moje dłonie mocno ściskały wynik badania. Przycisnęłam go do piersi, jakbym mogła posklejać swoje serce kawałkiem papieru.

Nie wróciłam od razu do domu. Potrzebowałam czasu. Potrzebowałam przestrzeni. Potrzebowałam okłamywać się jeszcze przez chwilę. Ale w końcu wróciłam.

I wtedy wszystko znów się rozpadło.

W chwili, gdy otworzyłam drzwi, usłyszałam śmiech. Radosny i beztroski śmiech. Śmiech mojej macochy. Głęboki chichot mojego ojca. Głos innej kobiety, którego nie rozpoznałam. A potem dźwięk, który sprawił, że krew zamarzła mi w żyłach.

Roman.

Weszłam głębiej do domu i wtedy ich zobaczyłam.

Roman siedział obok pięknej kobiety. Jego dłoń spoczywała lekko na jej plecach. Wyglądała idealnie. Bardzo z klasą. Typ kobiety, z którą ktoś taki jak on by się ożenił. Jej pierścionek lśnił tak jasno, że aż skręciło mnie w żołądku.

Moja macocha promieniała i była bardzo szczęśliwa z powodu syna, podczas gdy mój ojciec wyglądał na dumnego.

I tam stałam ja.

W ciąży, sama i nieproszona.

– Sienna – powiedziała mama. Uśmiechnęła się szeroko, jakby to był najlepszy dzień w jej życiu. – Jesteś w samą porę. Mamy niesamowite wieści.

Nie mogłam wydusić słowa.

Mój wzrok był utkwiony wyłącznie w Romanie.

Nawet nie drgnął. Nie mrugnął. Udawał, jakby mnie nie znał.

– Roman się żeni – powiedziała mama. Jej głos był zdecydowanie zbyt radosny. Zbyt wesoły. – Z Veronicą. Czyż nie jest piękna?

Gardło mnie piekło, a serce rozdzierało się na kawałki.

Chciałam krzyczeć.

Ale nie mogłam się ruszyć. Mogłam tylko na niego patrzeć. Serce waliło mi szaleńczo.

On się żeni?

Wow... Po prostu wow.

Nie zadzwonił. Ani razu. Ani po tamtej nocy. Ani po tym, jak mnie zniszczył.

Czekałam. Każdej nocy. Czekałam na wiadomość. Telefon. Pukanie. Cokolwiek.

Ale nie dostałam nic.

A teraz nosiłam jego dziecko, a on żenił się z kimś innym?

Nie mogłam się ani śmiać, ani płakać. Po prostu gapiłam się na niego z niedowierzaniem.

Veronica odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się słodko.

– Czy ty jesteś Sienna? – zapytała, a ja skinęłam głową. – Jesteś taka urocza.

Zmusiłam się do uśmiechu. Ona nie wiedziała.

Nie wiedziała, że zaledwie pięć tygodni temu jęczał moje imię, zaciskając dłoń na sobie. Nie wiedziała, że był wbity głęboko między moje uda, jęcząc o tym, jaka jestem ciasna. Nie wiedziała, że jego nasienie wylewało się we mnie raz po raz, aż nic już nie zostało. I zdecydowanie nie wiedziała, że noszę teraz jego dziecko w swoim łonie.

– Gratulacje... – szepnęłam. – To... to wspaniała wiadomość.

Oczy Romana na sekundę spoczęły na mnie. Posłałam mu ostatnie spojrzenie i zaczęłam odchodzić.

– Sienna? – zawołała cicho mama. – Nie zostaniesz? Właśnie mieliśmy pokroić tort, żeby to uczcić. Dołącz do nas, kochanie.

Odwróciłam się do niej z wymuszonym uśmiechem na ustach.

– Jestem... naprawdę zmęczona, mamo – powiedziałam łagodnie. – Niewiele spałam ostatniej nocy. Chcę się tylko na chwilę położyć.

– Och... oczywiście – powiedziała szybko. – Idź i odpocznij. Zostawimy ci kawałek.

Skinęłam głową i zmusiłam nogi do dalszego marszu.

A kiedy dotarłam do swojego pokoju... opadłam na łóżko i zaczęłam płakać.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: 3 - Okrutne roszczenie przyrodniego brata alfa | StoriesNook