languageJęzyk

2

Autor: Aeliana Moreau 15 cze 2026

  ROZDZIAŁ DRUGI

PUNKT WIDZENIA SIENNY

Pobiegłam z powrotem do swojego pokoju, a serce waliło mi szaleńczo w piersi.

Nie mogłam trzeźwo myśleć.

Nie po tym, co wydarzyło się w kuchni, nie po tym, jak mnie dotykał, napierał na mnie, mówił do mnie tak, jakby każda cząstka mnie należała do niego. Nie musiał mnie nawet pieprzyć, żeby mnie zniszczyć – już to zrobił swoimi słowami, tym spojrzeniem, tym głodem, tym mrokiem.

Wciąż widziałam jego palce, sposób, w jaki pocierał mnie przez majtki, jakby mógł poczuć wszystko, sposób, w jaki warknął, gdy zdał sobie sprawę, jak bardzo jestem mokra, sposób, w jaki pochylił się i powiedział mi, że chce mnie zniszczyć.

Byłam teraz w swoim pokoju, ale to nic nie dawało. Nie mogłam myśleć o niczym innym, nie mogłam powstrzymać swoich ud przed ponownym zaciśnięciem się, nie mogłam powstrzymać palców przed drżeniem z potrzeby dotknięcia samej siebie. Ale to nie wystarczało, nic nie byłoby wystarczające, dopóki nie byłby to on.

Wsunęłam rękę niżej. Wciąż byłam przemoczona, wciąż mnie rwało. Koronkowa koszula nocna, którą miałam na sobie, była uwodzicielska – założyłam ją celowo. Ściągnęłam też majtki, bo nie chciałam, żeby cokolwiek stało między mną a tym, na co miałam nadzieję.

Oddech mi uwiązł, gdy przesunęłam palcami niżej. Byłam tak wrażliwa, tak gotowa. Wyobrażałam sobie, jak znów nade mną stoi, wyobrażałam sobie, jak rozsuwa mi nogi i widzi, co ze mną zrobił, wyobrażałam sobie, jak znów wypowiada moje imię, warcząc z tym samym dzikim ogniem, który widziałam wcześniej.

– Kurwa – szepnęłam, gryząc wargę, gdy moje palce zanurzyły się niżej.

I wtedy usłyszałam pukanie do drzwi.

Zamarłam.

Moje serce zamarło, oddech się zatrzymał.

Usiadłam, jakby moje ciało już wiedziało. To był on.

Roman.

Byliśmy sami w domu.

Wstałam. Moje nogi wydawały się słabe, całe moje ciało drżało, jakbym czekała na tę chwilę całe życie, a każde muśnięcie materiału o moje sutki sprawiało, że się wzdrygałam, moje wnętrze pulsowało z potrzeby. Sięgnęłam po klamkę i otworzyłam drzwi.

Stał tam, wyglądając tak niebezpiecznie i całkowicie nieobliczalnie przez ogień, który w nim płonął. Jego koszula była rozpięta, ledwo zwisała mu z ramion, pasek był luźny, spodnie leżały nisko na biodrach, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, jakby właśnie przebiegł milę. Ale na jego twarzy nie malowało się wyczerpanie.

To był czysty głód.

Jego oczy spoczęły na mnie i wszystko się zatrzymało.

– Jesteś cholerną kusicielką, wiesz o tym, prawda?

Postąpił krok do przodu, popchnął mnie do tyłu, zamknął za sobą drzwi jedną ręką, podczas gdy druga już po mnie sięgała. Potknęłam się trochę, moje kolana stały się słabe.

– Nie mogę, kurwa, oddychać – warknął. – Nie wtedy, gdy tak na mnie patrzysz, nie wtedy, gdy wiem, że ociekasz pod tą cienką szmatką.

Moje usta się rozchyliły, wyrwał mi się cichy jęk. Jeszcze mnie nie dotknął, a ja już byłam blisko.

Jego dłoń chwyciła moją szczękę, zmuszając mnie do spojrzenia w górę.

– Każ mi wyjść, Sienna – warknął, a jego głos był niski, zachrypnięty, jakby ledwo się trzymał. – Bo jeśli tego nie zrobisz, kurepsko cię zniszczę.

Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała przy mojej, mocno i szybko, jakby mocował się z czymś głęboko w środku, co już wymykało się spod kontroli. Jego szczęka była zaciśnięta, oczy ciemne i dzikie, niemal zrozpaczone.

– Powtarzałem sobie, żeby trzymać się od ciebie z daleka od sekundy, w której wszedłem do tego domu. Każdej cholernej nocy mówiłem sobie, że zachowam dystans. Że będę ignorował sposób, w jaki na mnie patrzysz. Że cię nie dotknę, bez względu na to, jak bardzo bym tego pragnął. Ale ty... ty sprawiasz, że to niemożliwe. Chodzisz w tych kusej koszulkach, udając, że nie wiesz dokładnie, co robisz, patrząc na mnie, jakbyś czegoś potrzebowała. I Boże, tak kurepsko bardzo chcę być tym czymś.

Pochylił się powoli, jego czoło niemal dotykało mojego, a jego oddech owiewał moje usta. Jego głos przeszedł w szept, który drżał od powstrzymywanej siły.

– Powiedz słowo, Sienna. Każ mi odejść. Bo jeśli tego nie zrobisz... przysięgam, że tym razem nie przestanę.

– Ja... ja... – wykrztusiłam, a mój głos drżał.

Jego usta musnęły moje ucho.

– Chcesz tego – szepnął. – Powiedz to.

– Ja... ja tego chcę.

– Powiedz, że chcesz mojego kutasa w sobie.

Jęknęłam. – Chcę tego... chcę twojego kutasa w sobie, proszę.

Warknął i pchnął mnie na łóżko. Moja koszula nocna podwinęła się, moje nogi się rozchyliły, i patrzyłam, jak jego oczy stają się dzikie.

– Sienna... k-kurwa... – wymamrotał. – Jesteś tak cholernie dla mnie mokra.

Opadł na kolana między moimi udami, rozchylił mnie dwoma palcami.

– Spójrz na to – powiedział, przesuwając palcem po moich fałdkach. – Ociekasz, cała dla mnie.

Wypięłam biodra, jęknęłam.

Wsunął we mnie jeden palec, powoli i głęboko.

Krzyknęłam.

Potem kolejny.

Jego kciuk pocierał moją łechtaczkę powolnymi ruchami, podczas gdy jego palce zaginały się we mnie. Trzęsłam się, sapałam, błagałam bez słów. Nie mogłam myśleć, mogłam tylko czuć, każdy nerw płonął.

Wtedy wyciągnął palce i oblizał je do czysta.

– Słodka – powiedział. – Uzależniająca.

Rozpiął spodnie i uwolnił się.

Jego członek stał gruby i nabrzmiały między nami, żyły pulsowały, czubek był zaczerwieniony, a z góry wyciekał preejakulat.

– Przyjmiesz go – powiedział. – Całego, każdy cal, za każdym razem, gdy pchnę, chcę, żebyś pamiętała, że nikt inny nigdy nie będzie posiadał tej cipki. Jest moja.

Ustawił się. Jedno pchnięcie. Tylko czubek.

Krzyknęłam.

– Za dużo? – zapytał.

Pokręciłam głową. – Więcej.

Wsunął się głębiej.

Jęknęłam głośniej.

– Więcej... Więcej...

Wtedy wbił się we mnie do samego końca.

Krzyknęłam. Ta pełnia, to rozciągnięcie, to było wszystko – za dużo, zbyt idealnie.

Zastygł w bezruchu, wbity głęboko, z zaciśniętymi zębami.

– Kurwa – syknął. – Jesteś ciasna, tak kurepsko ciasna, zostałaś stworzona dla mnie.

Wtedy zaczął się poruszać. To było mocne i głębokie.

Każde jego pchnięcie posyłało przeze mnie prąd. Moje paznokcie wbijały się w jego plecy, moje nogi owinęły się wokół jego bioder, moje ciało lgnęło do jego, jakbym czekała na to całe życie.

– Śniłem o tym – dyszał. – Masturbowałem się jak cholerny frajer, gdy spałaś za ścianą, chcąc cię wyruchać, aż wykrzyczysz moje imię.

– Roman – zajęczałam.

Uderzał mocniej.

– Głośniej.

– Roman!

Jęknął. – Tak, niech usłyszą, niech wiedzą, że jesteś teraz moja.

Sięgnął między nas i zaczął szybko pocierać moją łechtaczkę.

Rozpadłam się na kawałki.

Mój orgazm uderzył mocno i szybko. Moje ciało się napięło, oczy wywróciły, wykrzyczałam jego imię jeszcze raz, głośniej, bardziej surowo.

On poruszał się dalej, goniąc własne spełnienie.

Wtedy wylał swoje nasienie we mnie i opadł obok mnie. Przyciągnął mnie blisko. Moja głowa spoczywała na jego piersi, nasze oddechy się splatały, a jego dłoń powoli gładziła moje plecy.

Jego usta musnęły moje włosy. Jego oczy rozszerzyły się, jakby właśnie zdał sobie sprawę, co zrobił.

Zamarł.

Potem powoli jego wzrok opadł i zobaczył to.

Krew.

Mała, jednoznaczna plama na prześcieradle między moimi udami.

Całe ciało Romana zesztywniało.

Oddech mu uwiązł. Jego oczy zrobiły się wielkie, jakby ktoś właśnie uderzył go pod żebra, wybijając całe powietrze z płuc. A potem odsunął się ode mnie gwałtownie, jakby mój dotyk stał się trucizną.

– Cholera... – szepnął, cofając się. – O kurwa. Nie... nie...

Wstał tak szybko, że łóżko podskoczyło pode mną. Przeczesał dłonią włosy w jednym panicznym, gwałtownym ruchu. Jego twarz wykrzywiła się z poczucia winy, wstydu, niedowierzania.

– Byłaś dziewicą? – wychrypiał. Jego głos był całkowicie pusty. – Ty... byłaś pierdoloną dziewicą?

Nie odpowiedziałam.

Nie mogłam.

Miałam ściśnięte gardło. Moje ciało wciąż drżało po wszystkim, co przed chwilą sprawił, że poczułam. Ale nic z tego nie miało teraz znaczenia. Nie wtedy, gdy widziałam, jak na mnie patrzy – jakbym zrobił coś niewybaczalnego.

– Boże. Sienna... – wymamrotał. – Nie powinienem... kurwa. Nie powinienem cię dotykać. Nie powinienem tu przychodzić. Nie powinienem do tego dopuścić.

Zrobił kolejny krok w tył. Przesunął dłonią po twarzy, jego ręka była roztrzęsiona.

– To był błąd. – Powiedział to bardziej do siebie niż do mnie. – Głupi, egoistyczny błąd. Straciłem kontrolę. Nie powinienem był...

Przestał mówić. Jego wzrok znów powędrował do krwi. Potem na mnie. Podciągnęłam koc do piersi, trzymając go kurczowo, jakby mógł mnie jakoś poskładać w całość.

Wtedy zrobił coś, co zdruzgotało mnie bardziej niż jego słowa.

Wyciągnął portfel.

Drżącymi palcami wyjął gruby plik gotówki. I nawet na mnie nie patrząc, bez wahania, rzucił go na łóżko.

Banknoty wylądowały blisko mojego uda. Tuż obok krwi.

– Bardzo mi przykro – wymamrotał.

Wzdrygnęłam się.

Łzy zapiekły mnie w kącikach oczu.

Jego szczęka się zacisnęła. Głos obniżył się, stał się cichy i ochrypły. – Przepraszam.

Potem odwrócił się, podszedł do drzwi, otworzył je.

I tuż przed wyjściem szepnął to jeszcze raz. Ledwo słyszalnie.

– Przepraszam, Sienna.

I po prostu... wyszedł.

I nigdy nie wrócił.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki