languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Aeliana Moreau 23 mar 2026

PERSPEKTYWA ALINY

Lucian.

Jak długo tam stał?

Moje oblicze zmieniło się w nieśmiałe i nie, wcale nie zgrywałam niewiniątka, Lucian po prostu tak na mnie działał.

"Lucianie". Zawołałam go, wchodząc po schodach, by wyjść mu na spotkanie. "Właśnie miałam wracać do pokoju". Ujęłam go za ręce, czując z jakiegoś powodu nerwową energię brzęczącą pod moją skórą.

Jego wzrok powędrował w miejsce, z którego dopiero co wywleczono Serafinę, a potem z powrotem na mnie.

Przekaz był jasny. Widział wszystko.

Naprawdę nie chciałam, żeby pytał mnie o to, co się właśnie wydarzyło. Jak mogłabym mu wyjaśnić, dlaczego nagle się obudziłam i zwróciłam się przeciwko osobie, za którą zawsze podążałam jak cień, wykonując jej polecenia bez mrugnięcia okiem?

"Boli mnie ręka". Powiedziałam cicho z wydętymi w podkówkę ustami, unosząc mój posiniaczony nadgarstek na wysokość jego oczu.

Lucian uniósł brew, a przez jego twarz przemknęło niedowierzanie, po którym nastąpiło ciche prychnięcie.

Jasne, dopiero co spoliczkowałam Serafinę tą samą ręką, ale co z tego?

"Lucianie". Zaskamlałam, wciąż trzymając dłoń wyciągniętą w jego stronę.

Kątem oka zauważyłam służących obserwujących moją małą scenę w szoku. W przeszłości nie pozwoliłabym Lucianowi zbliżyć się do mnie nawet na krok. A teraz? Teraz się do niego kleiłam.

"Ace". Głos Luciana był ostry.

"Szefie". Ace natychmiast znalazł się u jego boku.

"Sprowadź tu teraz lekarza, by przeprowadził na niej pełne badania". Rozkazał Lucian, kiwając głową w moją stronę, nawet na mnie nie patrząc.

Co? Nie chciałam lekarza, chciałam po prostu, żeby to Lucian się mną przejmował. Nie widział tego?

"Nie chcę żadnego lekarza". Powiedziałam wyzywająco.

Spojrzenie Luciana pociemniało, a jego wyraz twarzy stał się niebezpiecznie intensywny.

Ace stał niezręcznie, wyraźnie rozdarty między wykonywaniem poleceń Luciana a słuchaniem mnie.

"Alino". Głos Luciana opadł cicho, brzmiąc jak ostrzeżenie. Sposób, w jaki wypowiedział moje imię, wywołał dreszcz strachu na moich plecach.

"Chyba jest trochę za późno, by ściągać tu lekarza z tak daleka, nie uważasz?" Mój głos lekko drżał.

Lucian był nieprzewidywalny. Miał temperament, a w przeszłości wszystko, co robiłam, miało na celu celowe wyprowadzenie go z równowagi. Ale teraz naprawdę nie chciałam, żeby znowu tak było.

"Za to mu płacę". Powiedział płaskim tonem. Bez mrugnięcia okiem odwrócił się z powrotem do Ace'a. "Dlaczego tu jeszcze stoisz?"

Zanim Ace zdążył się w ogóle ruszyć, szybko oplotłam ręce wokół talii Luciana. Tak jak się spodziewałam, zesztywniał na mój dotyk, ale nie przeszkadzało mi to. Będzie musiał przyzwyczaić się do tego, że jestem blisko, bo zamierzałam to odtąd robić często.

"Naprawdę chcesz, żeby ręce lekarza krążyły po całym moim ciele o tej porze?" Spojrzałam na niego w górę, opierając podbródek na jego klatce piersiowej, by ocenić jego reakcję.

Zgodnie z moimi przewidywaniami, jego szczęka się zacisnęła, a w jego piwnych oczach zalśniła surowa zaborczość.

"Cóż, jeśli tobie to odpowiada, to chyba mnie też". Wzruszyłam obojętnie ramionami.

Wiedziałam, że stąpam po kruchym lodzie, ale byłam gotowa podjąć to ryzyko.

Lucian chwycił mnie mocno za szczękę. "Nie prowokuj mnie, laleczko". Jego ostrzeżenie było jasne.

W przeszłości byłam nim przerażona. Ale jakoś moje pragnienie uwolnienia się z jego szponów zawsze przeważało nad strachem, zmuszając mnie do rzucania mu wyzwań raz za razem, bez względu na konsekwencje. Teraz, gdy spojrzałam w jego zimne, piwne oczy, które wydawały się znacznie ciemniejsze, nie mogłam przestać się zastanawiać, co mnie wtedy opętało, ponieważ w tym momencie byłam absolutnie przerażona.

"M-mój nadgarstek p-po prostu b-boli". Mój głos drżał, a dolna warga wysunęła się w grymasie, podczas gdy łzy groziły wypłynięciem.

Oczywiście, mój nadgarstek był trochę obolały, ale wcale nie było tak źle, jak to przedstawiałam. Miałam bladą skórę i czasami nawet najdrobniejsze obrażenia wyglądały gorzej niż w rzeczywistości. W tym momencie zdecydowanie wykorzystywałam to na swoją korzyść.

Oczy Luciana złagodniały, ale z jego ust uciekło westchnienie frustracji i irytacji. "Niech lekarz przyjedzie jutro". Rozkazał w końcu. "I upewnij się, że to będzie lekarka". Ostatnia część jego zdania zabrzmiała stanowczo.

"Tak, szefie". Ace skinął sztywno głową.

"Mayo".

"Tak, panie Blackwood". Maya wyłoniła się z cienia, niemal tak, jakby od początku czekała na jego rozkaz.

Będąc po pięćdziesiątce, była główną gospodynią i opiekunką rezydencji, zaciekle lojalną wobec Luciana pod każdym względem.

"Przynieś apteczkę do pokoju pa—"

"Ale mój pokój to katastrofa! Nie mogę po prostu zostać w twoim?" Przerwałam mu, delikatnie pociągając za jego koszulę.

Głowa Luciana odwróciła się w moją stronę, a jego wyraz twarzy był mieszanką szoku i niedowierzania. Maya i Ace odzwierciedlali jego reakcję, ich twarze zamarły w zaskoczeniu.

Lucian przyjrzał mi się badawczo, a jego oczy pełne były podejrzeń. Prawdopodobnie zastanawiał się, co knuję. W końcu to przeze mnie mieliśmy oddzielne sypialnie, a teraz, ni stąd, ni zowąd, chciałam spać w jego?

Boże, byłam dla niego naprawdę okropna w przeszłości. Szczerze, też bym sobie nie ufała.

"Bolą mnie stopy". Dodałam, a mój głos był zaledwie szeptem, gdy przesunęłam się niezręcznie.

Nienawidzę, jak patrzą na mnie, jakby zobaczyli ducha, za każdym razem, gdy zachowuję się miło w stosunku do Luciana.

Wzrok Luciana opadł na moje bose, lekko zaczerwienione stopy, obolałe od chodzenia po chłodnej podłodze.

Bez chwili wahania zgarnął mnie w ramiona, jak pannę młodą. "Przynieś apteczkę do mojego pokoju". Poinstruował Mayę.

Mały, usatysfakcjonowany uśmiech rozlał się po mojej twarzy.

"Możesz już dzisiaj kończyć, Ace". Dodał.

"Ależ szefie—" Ace zaczął protestować, ale jedno lodowate spojrzenie Luciana wystarczyło, by go uciszyć.

"Tak, szefie". Mruknął, posyłając mi szybkie, ostrzegawcze spojrzenie, zanim wyszedł.

Co ja zrobiłam?

Wiedziałam, że nie zrobiłam jeszcze niczego, by zasłużyć na zaufanie kogokolwiek w tej rezydencji, ale co oni myśleli, że zrobię Lucianowi? Czy widzieli, jaki był potężny w porównaniu do mnie?

Ja miałam 175 centymetrów wzrostu, a on górował nade mną z 193 centymetrami, będąc przy mnie dosłownym gigantem. Jeśli już, to z łatwością mógłby mnie zmiażdżyć, gdyby chciał.

To o mnie powinni się martwić, a nie o niego.

Lucian trzymał mnie w ramionach i skierował się do swojego pokoju. Kiedy dotarliśmy do wielkich, podwójnych drzwi, zatrzymał się, badając moją twarz, jakby czekał, aż zaprotestuję.

Ale nie zamierzałam. Zamiast tego zacieśniłam uścisk wokół jego szyi i wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową.

Pchnął drzwi i wniósł mnie do środka, ale zanim zdążyłam ogarnąć ogrom i przepych jego sypialni, skierował się prosto do łazienki.

Nigdy wcześniej nie postawiłam stopy w jego przestrzeni, ale mroczna, tajemnicza aura, która ją otaczała, z odległości kilometra informowała każdego, że jest to terytorium Luciana.

Łazienka była oszałamiającą mieszanką czerni, szarości i złota; kolory idealnie się ze sobą komponowały. Pasowało to do niego idealnie.

"Potrzebujesz pomocy w kąpieli?" Głos Luciana wyrwał mnie z zamyślenia.

Moje serce podskoczyło, a odpowiedź opuściła moje usta, zanim zdążyłam się powstrzymać: "Tak".

"Poproszę Mayę, żeby przysłała kogoś do pomocy i przyniosła ubranie na zmianę".

Chwila—co?

Zanim zdążyłam pojąć, co właśnie powiedział, już wychodził za drzwi.

A ja myślałam, że zrobi to sam.

"Nie potrzebuję służącej do pomocy w kąpieli". Mruknęłam rozczarowana pod nosem, potrząsając głową, gdy wchodziłam pod prysznic.

Kiedy wyszłam, czekała tam służąca z ręcznikiem i kompletem ubrań do spania w dłoniach. "Dziękuję". Powiedziałam z lekkim uśmiechem, biorąc od niej ręcznik. Mój wzrok przeniósł się na ubrania do spania, które trzymała. "Ale nie założę tego".

Zahańbiła się, mocniej chwytając materiał.

"Och, czekaj". Dodałam szybko, wyciągając ze sterty parę majtek. "Resztę zabierz z powrotem".

"Czy potrzebuje pani czegoś konkretnego, proszę pani?" Jej głos drżał, jakby bała się, że wpadnie w kłopoty, jeśli nie wybierze czegoś, co by mi się spodobało.

"Spokojnie..."

"Mia". Dokończyła.

"Spokojnie, Mia". Uspokoiłam ją. "Po prostu wezmę coś z szafy Luciana".

Wypuściła z siebie westchnienie ulgi. "Czy potrzebuje pani w czymś pomocy?"

"Mam to pod kontrolą, Mia. Możesz już pójść spać".

"Ale pan Lucian powiedział, że nie mogę wyjść, dopóki się pani nie ubierze". Przyznała, wyraźnie obawiając się nieposłuszeństwa wobec jego rozkazów.

Westchnęłam z rezygnacją: "No dobrze".

Wchodząc do garderoby Luciana, nie mogłam powstrzymać się od mamrotania do siebie pod nosem o bezkresnym morzu czerni, które mnie otaczało.

"Czy ten facet ma cokolwiek, co nie jest czarne?" Złapałam jedną z jego eleganckich koszul, zarzuciłam na siebie i ruszyłam z powrotem.

"Gotowe". Oznajmiłam Mii.

Postawiła przede mną parę jasnoróżowych, puszystych kapci domowych. Ze zrezygnowanym westchnieniem wsunęłam je na stopy i opadłam na łóżko.

"Czy możesz już iść spać?" Zapytałam ją.

"Ale pani włosy są nadal mokre..."

"Sama mogę wysuszyć sobie włosy, Mia. Poważnie, jest późno, musisz się wyspać". Powiedziałam do wyglądającej na zmęczoną dziewczyny.

Zahańbiła się przez chwilę, ale w końcu skinęła głową. "Dobrze, proszę pani". Tuż przed tym, jak odwróciła się, by wyjść, znów się zawahała. "Ale czy na pewno nie potrzebuje pani—"

"Mia". Przerwałam jej, a mój głos był cichym ostrzeżeniem.

"Przepraszam, proszę pani!" Wyszła pospiesznie z pokoju, zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek więcej.

"Wreszcie". Wypuściłam głęboko powietrze, wstając i rozglądając się po sypialni.

Ale właśnie wtedy, gdy miałam coś zrobić, drzwi znów się otworzyły i jęknęłam z frustracji.

"Mówiłam ci już, sama mogę wysuszyć sobie włosy, Mia—" Zaczęłam, tylko po to, by zobaczyć Luciana wchodzącego z apteczką w dłoni.

"Wyraźnie nie możesz". Powiedział płasko. "Twoje włosy są wciąż wilgotne. Dlaczego służąca wyszła bez dokończenia swojej pracy?"

"Poprosiłam, żeby wyszła". Szybko stanęłam w obronie Mii.

Wzrok Luciana opadł na mój strój, a jego wyraz twarzy pociemniał. "Co masz na sobie?"

"Twoją koszulę". Odpowiedziałam po prostu.

Jego brew powędrowała w górę. "Widzę. Skończyły ci się ubrania?"

Pytanie nie było niegrzeczne; to była czysta ciekawość. Szczerze mówiąc, prawie chciałam się roześmiać, widząc, jak bardzo nie ma pojęcia, o co tu chodzi.

"Nie, nie skończyły się". Podeszłam bliżej niego.

"Więc dlaczego masz na sobie moją koszulę?" Nalegał.

"Ponieważ dobrze na mnie wygląda". Odgryzłam się, a do mojego głosu wkradła się nuta irytacji.

"Zdecydowanie tak". Mruknął tak cicho, że prawie to przegapiłam.

"Hę? Co powie—"

"Siadaj". Przerwał mi chłodno, włączając suszarkę do włosów i delikatnie przeczesując palcami moje włosy.

"Mogę to zrobić". Mruknęłam cicho, chociaż rozkoszowałam się uczuciem jego palców w moich włosach.

"Twój nadgarstek jest obolały". Zauważył płaskim tonem.

Och, to.

Nie protestowałam już, po prostu pozwoliłam mu robić swoje.

Po wysuszeniu mi włosów, delikatnie nałożył łagodzący balsam na mój obolały nadgarstek. Jego dotyk był zaskakująco miękki, tak bardzo, że wzięło mnie to z zaskoczenia. Nigdy nie sądziłam, że Lucian potrafi być tak czuły. Zmęczenie minionym dniem już i tak mocno mi ciążyło, a jego ciepło tylko sprawiło, że odczuwałam je intensywniej.

Lucian ułożył mnie do snu w łóżku i zaczął wychodzić, ale wyciągnęłam rękę i chwyciłam jego dłoń.

"Śpij tu ze mną". Mruknęłam, czując senność.

Bez słowa wsunął się do łóżka obok mnie, zachowując spory dystans.

Nie, żeby to miało większe znaczenie. Przysunęłam się bliżej, wtulając się w niego.

Tuż przed tym, jak ogarnął mnie sen, mogłabym przysiąc, że usłyszałam, jak szepcze:

"Kocham cię, laleczko".

Następnego ranka obudziłam się, by znaleźć Luciana wciąż śpiącego spokojnie u mojego boku.

Dobrze. To znacznie ułatwi wymknięcie się stąd.

Musiałam to zrobić.

Ostrożnie wyślizgnęłam się z łóżka i na palcach ruszyłam w stronę wyjścia. Będąc na zewnątrz, cicho zamknęłam za sobą podwójne drzwi, w duchu dziękując temu, kto zaprojektował tę rezydencję za użycie materiałów najwyższej jakości; gdyby te drzwi zaskrzypiały, wymknięcie się skończyłoby się całkowitą katastrofą.

"Poszło gładko". Szepnęłam do siebie z dumą.

Ale w chwili, gdy się odwróciłam, zamarłam.

Chłodny głos przeciął powietrze.

"Dokąd myślisz, że idziesz?"

Co do cholery!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki