PERSPEKTYWA ALINY.
"Dokąd myślisz, że idziesz?"
Co do cholery!
Jak to w ogóle możliwe? Jest tak wcześnie.
"Cześć, Ace". Przywitałam się z nim nieśmiało, czując się, jakbym właśnie została przyłapana na gorącym uczynku na robieniu czegoś, czego nie powinnam robić.
"Dokąd się pani wybiera, proszę pani?" Zapytał Ace ostrożnym głosem, podczas gdy jego zimne, podejrzliwe oczy badawczo mi się przyglądały.
Naprawdę był pracownikiem Luciana. Czasami jego zachowanie tak bardzo przypominało mi Luciana, że można by pomyśleć, że są braćmi.
"Możesz wyluzować?" Prychnęłam. "Idę tylko do kuchni".
"Gdzie jest Szef?" Jego wzrok powędrował na drzwi za mną, jakby próbował przejrzeć przez nie na wylot.
"Ciii". Uciszyłam go, czując irytację. "Możesz być ciszej? On śpi".
"Szef śpi?" Brzmiał na szczerze zaskoczonego.
"Przecież właśnie to powiedziałam". Zgrzytnęłam zębami, a moja irytacja narastała.
Jego niekończące się pytania naprawdę zaczynały mi grać na nerwach.
"Sam to sprawdzę". Spróbował mnie wyminąć i otworzyć drzwi, ale chwyciłam go za garnitur, ciągnąc z powrotem.
"Co ty sobie myślisz, że robisz?" Posłałam mu gniewne spojrzenie.
"Tylko upewniam się, że Szef jest cały i zdrowy".
Co do cholery?
"A co ty myślisz, że bym mu zrobiła? Udusiłabym go poduszką?" Zapytałam, czując się urażona.
"Wcale bym tego nie wykluczał". Jego odpowiedź była lodowata.
Ała.
Zasłużyłam na to.
Nie mogłam obwiniać Ace'a za to, że mi nie ufał. W przeszłości zrobiłam wiele okropnych rzeczy, by skrzywdzić Luciana.
"Posłuchaj no, Ace". Jego ton stał się ostry. "Wiem, że Szefowi na tobie zależy i oddałby za ciebie życie w mgnieniu oka. Ale ja ci nie ufam... i nie kupuję tej nagłej maski miłej dziewczyny, którą na siebie zakładasz. Więc zejdź z drogi".
Jego słowa zabolały, ale odsunęłam się, pozwalając mu otworzyć podwójne drzwi.
Jego brak zaufania ranił, ale w głębi duszy cieszyłam się, że Lucian ma kogoś, kto się o niego troszczy.
Ace wszedł do pokoju i wyszedł kilka minut później, wpatrując się we mnie z mieszanką szoku, dezorientacji i podejrzeń.
"On śpi". Zauważył.
Oczywista oczywistość.
"Przecież ci to mówiłam". Mój ton był płaski, gdy z całych sił starałam się na niego nie warknąć.
"Co zrobiłaś?" Z jego głosu ociekało oskarżenie.
"Słucham?" Zmarszczyłam brwi, czując się odrobinę zagubiona.
"Szef ma problemy ze snem". Poinformował mnie Ace ostrożnym tonem. "Dlatego jego nastroje i emocje zawsze skaczą ze skrajności w skrajność. Nawet kiedy udaje mu się zasnąć, trwa to góra około trzech godzin".
To była dla mnie nowość.
"Nie wiedziałam o tym". Mój głos zabrzmiał cicho, zabarwiony poczuciem winy.
Rozumiałam, jak bardzo potrafię być zrzędliwa, gdy nie wyśpię się wystarczająco; to potrafiło zrujnować mi cały dzień. Ale Lucian musiał się z tym zmagać cały czas. A wszystko, co robiłam w przeszłości, to tylko utrudniałam mu to jeszcze bardziej.
"Oczywiście, że nie". Ace prychnął.
Moja szczęka zacisnęła się na jego słowa.
"Okej, posłuchaj, Ace. Nie ufasz mi, rozumiem to. Ale naprawdę daję z siebie wszystko. Najmniej, co mógłbyś zrobić, to wyjść mi naprzeciw". Wypuściłam z siebie ostre westchnienie. "Będę w kuchni robić śniadanie".
Nie czekając na jego odpowiedź, odwróciłam się na pięcie i odeszłam, zostawiając go w tyle.
Weszłam do ogromnej, supernowoczesnej kuchni i zaczęłam przeszukiwać szuflady oraz szafki.
"Mogę w czymś pomóc, proszę pani?" Głos Mayi rozległ się za moimi plecami, sprawiając, że podskoczyłam.
"Jezu Chryste!" Moje dłonie powędrowały do klatki piersiowej, gdy z trudem łapałam powietrze. "Przestań tak robić". Upomniałam ją łagodnie.
"Nie chciałam pani wystraszyć, proszę pani. Pomyślałam tylko, że mogłabym pomóc w poszukiwaniach tego, czego pani szuka". Powiedziała, brzmiąc szczerze przepraszająco.
"W porządku". Machnęłam na to ręką. "Gdzie jest gotowa mieszanka na naleśniki?" Zapytałam, wznawiając poszukiwania.
"Tutaj, proszę pani". Maya otworzyła szufladę dokładnie przede mną.
"Hmm". Mruknęłam w zamyśleniu. "Wydawało mi się, że już tam sprawdzałam?"
Tak to jest, gdy ma się do dyspozycji tony szafek.
"Dzięki. A gdzie są patelnie i olej do smażenia?"
"Proszę pani, czy planuje pani zjeść naleśniki na śniadanie? Mogę to szybko załatwić". Powiedziała Maya, wyglądając na nieco zdezorientowaną moimi działaniami.
"Nie ma takiej potrzeby, Mayo. Dzisiaj to ja będę gotować dla Luciana". Poinformowałam ją.
Nagle w pomieszczeniu zapadła cisza. Personel kuchenny przerwał swoje zadania, a nawet stojący w pobliżu służący przestali robić to, czym się zajmowali, i wpatrywali się we mnie w oszołomionym milczeniu.
"Czy jest pani tego pewna, proszę pani? Sama mogę się tym zająć, jeśli wolałaby pani, żeby kucharze nie przygotowywali posiłku". Powiedziała Maya, a jej głos był zabarwiony mieszanką strachu i podejrzeń.
Zacznijmy od tego, że nie mieli pojęcia o tym, iż potrafię gotować; w końcu ostatnim razem, gdy postawiłam stopę w kuchni, celowo przygotowałam dla Luciana posiłek z użyciem orzechów, będąc w pełni świadomą jego alergii. Danie smakowało okropnie, dokładnie tak, jak chciałam, a on prawie umarł przez reakcję alergiczną.
Wzdrygnęłam się na to wspomnienie, gdy kolejna fala poczucia winy zmyła mnie po raz kolejny.
"Jestem pewna, Mayo. Możesz patrzeć mi na ręce przez cały czas, by upewnić się, że nie wywinę żadnego numeru". Zapewniłam ją.
"Nie to miałam na myś—"
"No weź, Mayo, wiem, że to właśnie wszyscy tutaj sobie myślą". Przerwałam jej, zerkając na winne wyrazy twarzy pobliskiego personelu.
Nie muszą jednak czuć się z tym źle. Wtedy byłam naprawdę wrzodem na tyłku, więc to zrozumiałe.
Nie mówiąc nic więcej, wzięłam się do pracy. Oczywiście nie byłam obca w kuchni. W moim poprzednim życiu, pośród wielu innych rzeczy, po kryjomu ukończyłam kurs kulinarny, ponieważ chciałam być idealną żoną dla Adriana. Cieszę się, że to zrobiłam, bo na Lucianie zrobi to ogromne wrażenie.
Pracownicy kuchni wciąż zerkali na mnie ukradkiem, najwyraźniej zdumieni.
"Czy ktoś mógłby pomóc mi nakryć do stołu?" Zapytałam, nie kierując tego pytania do nikogo konkretnego. Niemal natychmiast troje członków personelu kuchennego rzuciło się, by pomóc mi zanieść przygotowane przeze mnie naleśniki i inne dodatki do jadalni.
"Naprawdę nie musi pani tego robić, proszę pani". Powiedziała Maya, gdy zaczęłam sprzątać po sobie.
"Nie mogę tak po prostu zostawić bałaganu, żeby ktoś inny musiał się z nim uporać". Uśmiechnęłam się do niej miękko.
Spojrzała na mnie z niedowierzaniem. "Za to im płacą, proszę pani".
"Czy mogłabyś zająć się czymś innym, Mayo? Czuję się trochę dziwnie, kiedy tak nade mną wisisz. Przecież już widziałaś, że nie zatrułam jedzenia". Powiedziałam do niej.
"Ja... Proszę pani..."
Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby Maya się jąkała; zawsze była taka pewna siebie i profesjonalna. Utrzymałam neutralny wyraz twarzy, wpatrując się w nią.
"Jeśli będzie mnie pani potrzebować, będę w herbaciarni". Udało jej się w końcu wydusić, zanim odeszła.
Weszłam do spiżarni stanowiącej przedłużenie kuchni, by odłożyć patelnie, których używałam, gdy nagle usłyszałam zamieszanie.
"GDZIE ONA DO CHOLERY JEST?!"






