PERSPEKTYWA ALINY
„GDZIE ONA, DO CHOLERY, JEST?!”
To był Lucian, ale kogo szukał? Wtedy do mnie dotarło – szukał mnie. Musiał obudzić się sam i pomyśleć, że znów uciekłam.
Cholera.
Głośny trzask rozniósł się echem po domu.
O rany.
Wypadłam z kuchni, podążając za dźwiękiem, który dochodził z salonu.
Kiedy tam dotarłam, westchnęłam z niedowierzaniem – jak u licha zdołał wywrócić całe pomieszczenie do góry nogami w zaledwie kilka minut?
Spojrzałam w bok i serce podeszło mi do gardła. Lucian przygwoździł Ace'a do ściany, a jego dłoń mocno zaciskała się na gardle mężczyzny.
„Miałeś jedno zadanie!” wykrzyczał prosto w twarz Ace'a.
„Sze… fi… szefi…” Ace z trudem próbował wydusić z siebie słowa.
Stałam tam, sparaliżowana szokiem i strachem, ale nie byłam sama. Personel wokół nas trząsł się jak liście na wietrze podczas burzy. Właśnie dlatego wszyscy nazywali Luciana „Diabłem”.
W tamtej chwili wyglądał absolutnie przerażająco. Wiedziałam, że w końcu udusi Ace'a, jeśli nie zainterweniuję, więc zrobiłam jedyną rzecz, jaka przyszła mi do głowy...
Krzyknęłam.
Niemal natychmiast głowa Luciana odwróciła się w moją stronę i od razu puścił Ace'a. Mężczyzna osunął się na podłogę, a jego twarz przybrała głęboki odcień fioletu.
Podbiegłam do niego boso, ostrożnie omijając ostre odłamki szkła rozsypane wszędzie dookoła.
„O mój Boże, nic ci nie jest?” W moim głosie brzmiała panika, gdy klękałam obok Ace'a, sprawdzając jego szyję. „Nie stójcie tak, dzwońcie po lekarza!” wykrzyknęłam, choć było to raczej ogólne błaganie, i na całe szczęście Maya rzuciła się do działania, wybierając numer.
„Nic mi nie jest, proszę pani” zapewnił mnie Ace, próbując wstać.
Wyciągnęłam rękę, by mu pomóc, ale zanim zdążyłam to zrobić, Lucian wciągnął mnie w ciasne objęcia, ściskając mnie niemal do utraty tchu.
„Jesteś tu.” Jego głos był przepełniony niedowierzaniem, jakby nie mógł uwierzyć własnym oczom.
„Cóż, gdybyś tylko sprawdził kuchnię albo dał Ace'owi szansę cokolwiek powiedzieć, to byś o tym wiedział” wymamrotałam w jego klatkę piersiową. „Nie mogę oddychać” dodałam, delikatnie go odpychając.
Puścił mnie, ale zatrzymał na wyciągnięcie ręki, a jego wzrok skanował mnie, jakby chciał się upewnić, że naprawdę tam jestem.
„Dlaczego byłaś w kuchni?” Brwi Luciana zmarszczyły się, a jego wyraz twarzy zmienił się z dezorientacji w coś znacznie chłodniejszego.
O Boże, co znowu?
Zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze, wpadłam mu w słowo. „Robiłam dla ciebie śniadanie.” Posłałam mu słaby uśmiech, ale jego oczy przeniosły się z moich bosych stóp na odsłonięte uda, ciemniejąc od nieodgadnionych emocji.
Nagle Lucian odwrócił się i posłał wściekłe spojrzenie ochroniarzom w pokoju. Jak na zawołanie, wszyscy odwrócili się do mnie plecami.
Król dramatu.
Cały czas nosiłam krótsze sukienki, a jednak Lucian zachowywał się, jakbym paradowała w samej bieliźnie.
„Dlaczego ciągle chodzisz bez butów?” W jego głosie brzmiała irytacja, gdy podniósł mnie z podłogi i zaniósł na jedyną kanapę, która nie została przewrócona. Kucnął przede mną, a jego twarz wciąż wyrażała wzburzenie.
„Zapomniałam” przyznałam, czując się nieco głupio.
Byłam rano zbyt skupiona na wymykaniu się z sypialni, by pamiętać o moich puszystych domowych kapciach.
W mgnieniu oka Maya podała je Lucianowi, a zanim zdążyłam wypowiedzieć choćby słowo, on już wsuwał je na moje stopy.
„Jeśli będziesz ciągle zapominać o ich noszeniu, to się przeziębisz” mruknął, a jego ton był mieszanką troski i nagany.
„Przepraszam” wymamrotałam, spuszczając wzrok na swoje kolana, podczas gdy nerwowo bawiłam się rąbkiem jego koszuli, tej, którą od niego pożyczyłam.
„Wspominałaś coś o śniadaniu?” zapytał Lucian, delikatnie unosząc mój podbródek kciukiem i palcem wskazującym, tak że nie miałam innego wyjścia, jak tylko spojrzeć mu w oczy.
„Tak, wszystko jest już na stole. Chcesz spróbować?” Mój nastrój natychmiast się poprawił na myśl o tym, że skosztuje mojego jedzenia.
Zerwałam się, chwytając go za rękę i ciągnąc w stronę jadalni, która na całe szczęście uniknęła chaosu, jaki panował w salonie.
„Ty to wszystko zrobiłaś?” W jego głosie kryła się nuta zaskoczenia.
„Oczywiście” odparłam, kiwając entuzjastycznie głową, po czym opadłam na krzesło i poklepałam to obok mnie, by do mnie dołączył.
Lucian usiadł na swoim miejscu, ale potem odwrócił się do jednego z szefów kuchni stojących w kącie, szukając u niego potwierdzenia.
„Pani faktycznie przygotowała wszystko sama, chociaż powtarzaliśmy, że to nasz obowiązek” gderał szef kuchni.
Och, naprawdę musiał to odżałować. To był tylko jeden posiłek, a nie przejęcie jego posady. Zachowywał się, jakby kończył się świat.
Włosi.
Szybko nałożyłam kilka dań na talerz Luciana, niemal podskakując na krześle w oczekiwaniu, aż weźmie do ust pierwszy kęs.
Ale zamiast zacząć jeść, on po prostu gapił się na jedzenie, wyglądając sceptycznie.
Zmarszczyłam brwi. Czy widział coś, czego ja nie widziałam? Bo sądząc po wyrazie jego twarzy, można by pomyśleć, że na jego talerzu spoczywała głowa samego diabła.
„Nie podoba ci się?” Serce zamarło mi na tę myśl.
„Nie, nie, to nic takiego” odparł szybko. Ukroił kawałek naleśnika, zbliżył go do ust, po czym zamarł.
„Szefie, nie sądzę, żeby to był dobry pomysł” wtrącił się Ace zza pleców Luciana, brzmiąc na zaskakująco dobrze zregenerowanego po swoich wcześniejszych przejściach.
Zmarszczyłam brwi w zakłopotaniu, ale po chwili dotarło do mnie, dlaczego Lucian się wahał.
Och.
Lucian wahał się, bo ostatnim razem, gdy spróbował mojej kuchni, skończył w szpitalu. Był przekonany, że mogłam go otruć... ponownie.
Czy zabolało mnie to? Trochę tak, ale czy byłam na niego zła? Wcale.
Bez słowa wyrwałam mu widelec z dłoni i włożyłam nabity na niego kawałek naleśnika prosto do swoich ust, żując powoli, po czym przełknęłam.
„Widzisz?” powiedziała, przenosząc wzrok między nim a Ace'em.
Żeby dobitnie udowodnić swoje racje, skosztowałam po jednym kęsie wszystkiego, co znajdowało się na stole, pociągając nawet łyk soku i mleka.
Na dokładkę zamieniłam nawet nasze talerze. „Nie jest zatrute. A może teraz weźmiesz kęs? Spędziłam cały poranek na szykowaniu tego” powiedziałam z nutą smutku w głosie.
Byłoby wielką szkodą, gdyby Lucian w ogóle nie spróbował.
Bez kolejnego słowa wziął kęs. Jego oczy nieco się rozszerzyły, gdy smaki eksplodowały na jego podniebieniu.
„Dobre, prawda?” zapytałam z szerokim uśmiechem godnym Kota z Cheshire.
„Owszem” przytaknął, biorąc kolejny kęs. „Naprawdę ty to zrobiłaś?”
„Oczywiście!” rozpromieniłam się. „Proszę, spróbuj tego... i tego... i tego!” wykrzykiwałam, nakładając kolejne przystawki na jego talerz.
Wokół nas personel z ulgą odetchnął po kilku minutach, ciesząc się, że Lucian nadal żyje, nawet po zjedzeniu przygotowanego przeze mnie jedzenia.
Banda histeryków.
Reszta śniadania minęła gładko, a ja głównie po prostu patrzyłam, jak Lucian cieszy się swoim posiłkiem.
„Zjedz coś” powiedział w końcu, wyrywając mnie z mojego transu gapienia się.
„Jem” odparłam.
Jego wzrok przeniósł się na mój niemal nietknięty talerz, a następnie wrócił do mnie z obojętnym wyrazem twarzy.
Westchnęłam i zaczęłam jeść, by po chwili uświadomić sobie, jak bardzo tak naprawdę byłam głodna.
„Masz jakieś plany na dziś?” zapytał, uważnie mi się przyglądając.
„Nie do końca” odpowiedziałam, i była to prawda.
„Hmm.” Zabrzmiało to tak, jakby mi nie uwierzył.
Zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek innego – bo, powiedzmy sobie szczerze, Lucian nie należał do zbyt gadatliwych osób – nagle podbiegła do nas Mia, trzymając w dłoniach mój dzwoniący telefon.
„Proszę pani, pani telefon dzwoni bez przerwy” powiedziała, wyciągając go w moją stronę.
„Dzięki, Mia.” Uśmiechnęłam się, przejmując aparat.
Spojrzałam na ekran i na moich ustach zagościł lekki uśmieszek, gdy zobaczyłam, kto dzwoni.
„Długo ci to zajęło” mruknęłam do siebie.
Czas wprawić mój plan w ruch.






