Izzy zamarła w chwili, gdy przekroczyła próg swojego biura. Był tam Calen, oparty o krawędź jej biurka; jego bystre oczy obserwowały ją, jakby czekał całą noc. Słaby odór alkoholu uderzył ją w nozdrza, zanim w ogóle się odezwał.
„Miło cię widzieć, Izzy” – uśmiechnął się złośliwie Calen.
„Co ty tu robisz?” zapytała. Mężczyzna nadal miał na sobie to samo ubranie, które nosił podczas prezentacji. Spę






