Izzy siedziała spokojnie, dłonie miała ładnie złożone na stole, a szepty w sali konferencyjnej cichły. Jej twarz pozostawała całkowicie nieodgadniona.
Przez lata decydowała się tłumić własny blask, usuwając się w cień, aby to Calen mógł stać na pierwszym planie. Nie robiła tego z poczucia obowiązku – to była miłość, a przynajmniej tak sobie w tamtym czasie wmawiała. Wierzyła w niego, w ich wspólne






