Cassandra piorunowała wzrokiem mężczyznę siedzącego naprzeciwko niej. Nie wypowiedział ani jednego słowa, odkąd ją tu przyprowadzili. Miał wyprostowaną postawę, a jego dłonie spoczywały na podłokietnikach krzesła o stalowej ramie, jakby to miejsce należało do niego – i być może tak było. Pokój był oślepiająco biały, sterylny w sposób, który drażnił jej nerwy.
– Co to za miejsce? – zapytała. Ściany






