– Mamo, nie musiałaś tu przychodzić. Poradzę sobie z tym – powiedział Calen, odchylając się do tyłu na krześle.
– Poradzisz sobie? – prychnęła Cecil, zakładając nogę na nogę i siadając na kanapie w gabinecie Calena. – Czy dlatego Izzy jeszcze tu nie ma? Wiesz, że mogłaby porzucić tę firmę – i ciebie – gdyby tylko chciała, prawda?
Calen westchnął, pocierając skronie. – Mamo, czy ja naprawdę jestem






