Ella
Gdy wyszliśmy z rezydencji, żwir chrzęścił nam pod stopami, a dźwięk ten odbijał się echem w skądinąd cichym wieczorze. Logan szedł przodem, a jego długie kroki były pewne i niespieszne.
Zbliżyliśmy się do eleganckiego, czarnego samochodu z przyciemnianymi szybami. Jego wypolerowana powierzchnia odbijała blask księżyca, rzucając upiorne refleksy naszych sylwetek.
– Wsiadaj – poinstruował, nie






