Ella
Chłodna, słona bryza, która musnęła moją twarz, gdy dotarliśmy do doków, stanowiła ostre, ale jakże pożądane przeciwieństwo dusznego gorąca panującego na przyjęciu. Noc była ciemna, a woda lekko skrzyła się w świetle księżyca.
Przed nami cumował ogromny jacht, którego rozległy kadłub usiany był lśniącymi światłami, przypominając pływający pałac.
– Boże, jakie to jest wielkie? – wyszeptałam, o






