Twarz Leonarda była istnym gobelinem narcystycznej rozkoszy, a każda zmarszczka i bruzda podkreślała jego satysfakcję.
"Cóż, cóż, panno Ello. Muszę przyznać, że jestem zachwycony", przeciągał samogłoski, opierając się swobodnie o wysoki stół za nim. "Z niecierpliwością czekam na tę wielką okazję, by poznać moich przyszłych teściów."
Zachowując kamienną twarz, odwzajemniłam jego spojrzenie z wyzywa






