**Aiden**
Wróciliśmy do domu grubo po północy, a nocne powietrze wciąż gęsto osiadało na mojej skórze; adrenalina po występie wciąż pulsowała we mnie, nie dając o sobie zapomnieć. Micah szedł dwa kroki za mną, teraz już milczący. Nie zostało w nim ani śladu po tej błyskotliwej scenicznej personie — pozostała jedynie łagodna, posłuszna obecność, którą kiedyś znałem lepiej niż ktokolwiek inny.
Nie w






