**Noah**
Wyszedłem przed wschodem słońca.
Niebo wciąż miało ten głęboki, ciemnoniebieski odcień wczesnego poranka, latarnie uliczne cicho bzyczały, a świat był na wpół uśpiony. Poruszałem się cicho, ale szybko, wymykając się bocznymi drzwiami do garażu. Ostatnią rzeczą, jakiej ktokolwiek z nas potrzebował, było to, żeby ktoś zobaczył, jak wychodzę z domu Aidena o piątej nad ranem.
Ale nie potrafił






