**Aiden**
Moje palce przesuwały się po jego włosach powoli, rytmicznie – jakbym tym prostym ruchem mógł zakotwiczyć nas obu.
Wciąż był u moich stóp, z zamkniętymi oczami, miarowym oddechem i głową opartą na moich kolanach, jakby było to jego miejsce. Jakby od zawsze do niego należał.
Boże, dopomóż... To wydawało się *właściwe*.
Zbyt właściwe.
Ta niebezpieczna, zaborcza część mnie drgnęła – ta, któ






