Sienna
Noc mijała, a ja wciąż nakrywałam do stołów na prywatną imprezę zaplanowaną na ten wieczór. Była to miła, mała odskocznia od nieustannego strumienia gości, którzy przewijali się przez lokal.
Trudno było zignorować skróty z najlepszych zagrań kapitana Corsairs, który został królem strzelców w lidze i debiutantem roku.
Zdumiewa mnie, jak niektórym ludziom udaje się odnieść taki sukces. Musi być ulubioną, małą gwiazdą hokeja w tym mieście.
Cicho nuciłam pod nosem, poruszając się po sali jadalnej.
– Kelnerko! – skrzeknął przenikliwy głos jakiejś kobiety. – Kelnerko!
Moja głowa odskakuje na ten sygnał. – Najmocniej przepraszam, proszę pani – tłumaczę się ostrożnie. – W czym mogę pomóc?
– Cóż, na początek mogłabyś mnie w końcu obsłużyć – strofuje mnie. – Siedzę tu od dziesięciu minut, próbując zwrócić na siebie twoją uwagę!
Rozejrzałam się dookoła. Oczy innych zaczynały kierować się w stronę, gdzie stałam.
– Oczywiście, proszę pani – jąkam się. – Co mogę dla pani przyniesć?
– Potrzebuję drinka, ale wszyscy tutaj wydają się być zbyt rozproszeni tym szaleństwem na zewnątrz – mówi z prychnięciem.
Spojrzałam w dół na jej kieliszek. – Na jakie wino miałaby pani ochotę?
– Wasza najdroższa butelka. I to migiem – rozkazuje ostro.
– Coś jeszcze?
– Spodziewam się bardzo ważnego gościa. Przynieś dwa kieliszki – mamrocze.
Posłałam jej uśmiech. – Zaraz wrócę z zamówieniem – mówię z wymuszoną radością.
Boże, tacy ludzie doprowadzają mnie do furii.
Chwytam butelkę wina i przynoszę dwa kieliszki z powrotem do stolika. Kobieta obserwowała mnie chłodnym wzrokiem, gdy otwierałam butelkę i nalewałam wino do jej kieliszka.
– Coś...
Nagłe chluśnięcie aromatycznym, czerwonym winem prosto w moją twarz szybko mnie uciszyło. Cała restauracja zamarła w ciszy.
– Czy to w końcu zwróciło twoją uwagę? – roześmiała się zadowolona z siebie. – To za bycie niekompetentną i zrujnowanie nam wieczoru.
– Vivienne, wystarczy – odezwał się gniewnie męski głos tuż obok mnie. – Nie jest ci wstyd traktować w ten sposób drugiego człowieka?
– Ugh, ale kochanie, to nasz wieczór. Wynajęłam całą restaurację tylko po to, by uczcić twoje zwycięstwo – Vivienne wydęła wargi z niewinną miną. – Możemy robić, co chcemy. Prawda... – spojrzała na mój identyfikator – ...Sienna?
Mężczyzna zamarł - to był Declan!!
Znowu straciłam jakąkolwiek zdolność mówienia. – Ja... uh...
– Widzisz? Nic jej nie jest – uśmiechnęła się kpiąco Vivienne. – Poszłabym się umyć, złotko, zanim powstaną plamy.
Szybko skinęłam głową, odbiegając do toalety i zamykając się w kabinie. Zmuszając się do brania głębokich oddechów, wróciłam myślami do koszmaru liceum. To było brutalne, jak niektóre dzieciaki potrafiły tak po prostu niszczyć poczucie własnej wartości swoich rówieśników, jakby to było nic.
Kilka minut później w końcu udało mi się uspokoić i wróciłam na salę.
Mój menadżer zmienił mi rewir po tym, jak dowiedział się o moim incydencie, a reszta zmiany przebiegła dość gładko. Przynajmniej zebrałam dziś dobre napiwki. Może to litość całej restauracji wypełniła moje kieszenie. Wszystkim było żal dziewczyny, która dostała winem w twarz.
Wrzucam fartuch do kosza na brudne rzeczy i chwytam swoją torbę, zarzucając ją zmęczona na ramię. Bez słowa wychodzę tylnym wyjściem z restauracji na ulicę.
Jakiś palant mknął ulicą w jakimś obrzydliwie drogim, sportowym wozie.
– Zaczekaj!
Odwróciłam się gwałtownie. Tam, za kierownicą tego szalonego sportowego wozu, siedział jedyny i niepowtarzalny Declan Vance.
Był tak samo atrakcyjny jak kiedyś, z tymi swoimi orzechowymi oczami i kasztanowymi włosami. Jego twarz, choć wciąż młodzieńcza, dojrzała w najlepszy możliwy sposób. Jego policzki były zarysowane, a szczęka ostra i pokryta zarostem.
Czy ten wieczór mógł stać się jeszcze gorszy?
– Jesteś Sienna Mercer, prawda?
Przyspieszyłam kroku.
– Tylko poczekaj chwilę – krzyczy pośpiesznie. – Znam cię. Przysięgam, że już cię kiedyś widziałem.
Ponownie go zignorowałam.
– Mogę cię chociaż podwieźć? – zaoferował z nadzieją.
Właśnie wtedy obcas mojego buta wślizguje się dokładnie między kratki na chodniku, łamiąc się pode mną. Potykając się i lecąc do przodu, słyszę, jak drzwi samochodu otwierają się gwałtownie i zbliżają się szybkie kroki.
Nieważne. Ten wieczór mógł stać się o wiele gorszy.
– Spokojnie – mówi, delikatnie przywracając mi równowagę. – Mam cię.
Minęło sześć lat, a ja wciąż nie zapomniałam dotyku jego dłoni na moim ciele. Gorąco płonęło w każdym calu mnie. Po części była to wściekłość. Ale reszta? To było pozostałe pragnienie posiadania go. Wciąż nie byłam w stanie się go pozbyć.
Jak bardzo bym nie próbowała zapomnieć o tamtej nocy i zniszczeniu, jakie mi przyniosła, nie mogłam okłamywać samej siebie i twierdzić, że tego nienawidziłam. Był zbyt dobry, by się w tej kwestii oszukiwać.
Ale tym razem nie pozwolę mu się do mnie zbliżyć. Nie wykorzysta mnie tak ponownie.
Szybko go od siebie odpycham. – Nic mi nie jest – warczę. – Zostaw mnie.
To było zbyt trudne do zniesienia, to, jak na mnie wtedy patrzył, jakby nie rozumiał powodu mojej zimnej reakcji wobec niego. W klatce piersiowej znowu zrobiło mi się ciasno.
– Powodzenia w następnym meczu – szepczę chrapliwie, zrzucając buty i biegnąc sprintem, by zdążyć na nadjeżdżający akurat na rogu autobus.
Rzucam ostatnie spojrzenie przez ramię. Po prostu tam stał. Nawet z tej odległości widziałam ból w jego oczach.
Ale to on skrzywdził mnie pierwszy. Starałam się nie czuć źle. Nie zasługiwał na moją dobroć ani na moje wybaczenie. To był tylko ułamek tego, co chciałam, żeby poczuł.
A jeśli kiedykolwiek wpadnę na niego ponownie, mam nadzieję, że będę o wiele lepiej przygotowana, by wbić ten nóż jeszcze głębiej.
Jakim cudem miałam takiego pecha, by wpaść na niego w tak zły dzień? Nie byłam przygotowana, by powiedzieć, co mi leży na wątrobie. Było tyle rzeczy do powiedzenia, że dziś wieczorem nie miałam nawet siły by zacząć.
Wciąż nie jestem gotowa otwierać tej puszki Pandory. Wciąż muszę zmierzyć się z własnymi problemami i zdobyć pozycję na stażu. Wciąż muszę zostać najwyższej klasy prawniczką, o czym zawsze marzyłam.
Mam na głowie zbyt wiele spraw, by przejmować się teraz Declanem Vance'em.
Wróciłam więc do domu, podgrzałam kubek ramenu, otworzyłam butelkę wina i próbowałam o nim zapomnieć. Niezbyt to zadziałało, ale przynajmniej spróbowałam.
Tylko to się liczyło.
Prawda?
Rano będę musiała skupić się na swoich celach. Nie będę miała miejsca na to, by wciąż martwić się o chłopaka, który złamał mi serce.






