languageJęzyk

#Rozdział 5 - Końcowe odliczanie

Autor: Adriana Moretti28 kwi 2026

Sienna

Ostatni dzień. Czułam, jak całe moje życie opiera się na tym kluczowym momencie. Być albo nie być. A czułam się tak, jakbym to ja przestawała być. Oddałam całą swoją duszę, by znaleźć wartościowego klienta. I nikt nie oddzwonił. Patrzyłam, jak upływa czas na zegarze. Dziesięć minut. Miałam dziesięć minut, żeby dokonać cudu.

Ale oczywiście nie miałam takiego szczęścia. Nie dysponowałam zasobami ani pieniędzmi Prestona. Jedyne co miałam, to gwiezdne oceny na świadectwie i kawałek papieru, który głosił, że mogę spróbować być prawniczką.

– Proszę, proszę – wzdycha Preston, wystawiając głowę nad ścianką działową mojego boksu. – Szkoda z tym stażem, Sienna. Prawie uwierzyłem, że masz tę posadę.

– Zamknij się – warczę.

– Nie mów, że cię nie ostrzegałem, Sienna – mówi, wysuwając dolną wargę. – Próbowałem oszczędzić twoich uczuć...

– Nie mogę się doczekać, aż ktoś przebije tę twoją małą bańkę – warczę ze złością. – Spójrz na siebie z tymi pieniędzmi tatusia i jego kontaktami. Niczego nikomu tutaj nie udowodniłeś. Ja włożyłam w to ciężką pracę i swój czas...

Jego twarz pociemniała. – I spójrz, dokąd cię to zaprowadziło – mówi ponuro. – Masz tylko nagrodę za uczestnictwo i wypowiedzenie na pożegnanie. Nie jesteś nikim wyjątkowym tylko dlatego, że ciężej pracowałaś. Szczerze, Sienna. Jesteś najbardziej naiwną dziewczyną, jaką kiedykolwiek poznałem.

Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, aby powstrzymać ból przed przedostaniem się do moich oczu. Ale czułam, jak zaciska mi się gardło. Wstaję cicho, zbierając swoje rzeczy.

Byłam po prostu tym wszystkim taka zmęczona. Miałam plany. Byłam na najlepszej drodze do zostania niesamowitą adwokatką. Poświęciłam życie na naukę tylko po to, by zostać powstrzymana przez własny brak siły przebicia.

To wszystko było pozbawione sensu. Czułam się, jakby od tamtej nocy moje życie wymykało się spod kontroli, a ja nie wiedziałam, jak je powstrzymać. Właśnie tego się obawiałam. Cała ta ciężka praca poszła na marne.

Może nie powinnam być taka zaskoczona. Nigdy nic nie przychodziło mi łatwo. Zakończenie liceum jako najlepsza w roczniku dało mi fałszywe poczucie pewności siebie. Wszyscy mówili mi, że jako uczennica jestem fenomenalna. Ale bycie świetną uczennicą nie gwarantowało, że będę wspaniałym prawnikiem.

Nie pamiętam, jak dotarłam do domu, tylko to, że gdy już tam byłam, w drzwiach czekała Chloe. Opierała się swobodnie o ścianę, ze skrzyżowanymi ramionami.

– Hej, nieznajoma – mówi figlarnie.

Wzięłam głęboki oddech, walcząc z chęcią wybuchu i utraty kontroli nad swoim gniewem. – Hej, Chloe – mówię, zmuszając się do uśmiechu. – Co tam?

– Wisisz mi to za porzucenie mnie wczorajszej nocy – szczerzy się. – Na ESPN za chwilę zacznie się konferencja prasowa. Pomyślałam, że mogłabyś mi to wynagrodzić.

Wyciąga do mnie foliową torbę. – To z tej knajpy z burgerami na końcu ulicy – oferuje.

W tym momencie nie potrafiłam powiedzieć "nie" odrobinie pocieszającego jedzenia. – Frytki też są?

Kiwa głową. – Z podwójnym sosem ranczerskim.

Jęknęłam. – Dobra – mówię, odkluczając drzwi. – Jesteś wariatką.

– Och, wiesz, że mnie kochasz – parska.

– Ugh. Wiesz, że tak – marudzę. – Chcę tego cholernego burgera.

Chloe szturcha mnie w ramię. – Otwórz drzwi, to dostaniesz tego swojego cennego burgera.

Otwieram z impetem drzwi i szybko rzucam się na kanapę. Sięgam po pilota, włączam telewizor i szukam kanału. Trafiam w sam środek bloku reklamowego.

– Burger – rozkazuję po prostu.

– Robi się – odpowiada, podając mi papierowe zawiniątko pyszności.

Rozrywając papierek, biorę gryza, jęcząc z błogości.

– Więc – odzywa się, przełykając własny kęs. – Jak było w pracy?

Posłałam jej mordercze spojrzenie. Praca nie była już moim problemem. To koniec i muszę pójść dalej. – Pas – stękam, biorąc kolejnego gryza.

Wydała z siebie ciężkie westchnienie. – Aż tak źle, co?

– Po prostu mam to... za sobą – burczę. – Mam dość martwienia się o to.

– Och, dzięki Bogu – mówi z ulgą.

Reklamy dobiegają końca i na ekranie z powrotem pojawiają się komentatorzy.

– Witamy ponownie! Mamy dziś dla naszych widzów świetny program – mówi jeden z nich podekscytowany. – Nasi reporterzy są dziś w Camden Center i postarają się wyciągnąć co nieco od samego kapitana roku w drużynie Corsairs, Declana Vance'a!

– Zgadza się, Jovan – przytakuje drugi komentator. – Od momentu, gdy ten dzieciak pojawił się na lodowiskach NHL, jest prawdziwą lokomotywą. Chodzi mi o to, że od razu wszedł z fantastyczną szybkością i celnością. Nic dziwnego, że doprowadza Corsairs do tak wielu zwycięstw.

– Jak najbardziej – zgadza się. – Przenosimy się na żywo do biura prasowego, by usłyszeć, co pan Vance ma do powiedzenia na temat tego sezonu.

Kamera przeskakuje na pomieszczenie z długim stołem. W jego centrum siedział mój faworyt numer jeden, którego chciałabym zobaczyć, jak zostaje wgnieciony w bandę podczas następnego meczu.

– Panie Vance – krzyczy jakiś reporter. – Tutaj!

Declan uśmiecha się, kiwając głową w jego kierunku. – Jak się masz, Judson?

Judson śmieje się. – Dobrze. Jestem tu z ramienia Independent i byłem ciekaw, jak oceniasz swoje szanse na zdobycie Pucharu Stanleya w tym roku – pyta.

Declan chichocze. – Dobrze wiesz, co myślę – zaczął. – Na tym etapie każdy może wygrać. Jest wcześnie, to dopiero początek sezonu, wciąż mamy przed sobą mnóstwo meczów do rozegrania.

– Wiemy już, co każe ci mówić twój agent od spraw wizerunku – dodaje reporter. – Powiedz nam, co myślisz tak naprawdę.

Declan pochyla się w krześle, przysuwając się bliżej mikrofonu. – Puchar wraca do domu.

Natychmiast podnosi się więcej rąk. Chloe piszczy w radosnym podnieceniu.

– On jest taki gorący – krzyczy.

Musiałam walczyć ze sobą, żeby nie zwymiotować tego burgera. – Ta – burczę. – Taki gorący.

Zadawano więcej pytań. Każda udzielona przez niego odpowiedź wydawała się idealną, wręcz wzorową z punktu widzenia public relations. Trudno było nie myśleć o tym, jak doskonały wydawał się we wszystkim. To było irytujące.

Aż do momentu, gdy jedno z pytań zwróciło moją uwagę.

– Panie Vance – odezwała się kobieta. – Wszyscy wiemy, że jest pan wielkim hitem wśród fanek. Ale czy jest w domu ktoś wyjątkowy w pańskim sercu?

Po raz pierwszy w trakcie tego wywiadu wyglądał jak jeleń złapany w światła reflektorów.

– Ja... – przełknął z trudem. – Kiedyś miałem kogoś. Dawniej.

– Może pan powiedzieć nam o niej coś więcej?

Opuścił głowę. – Miała na imię Sienna – odpowiedział w końcu. – Była wyjątkowa, ponieważ ze wszystkich, których znałem, nie obchodziło jej, ile goli strzeliłem, czy ile mistrzostw stanowych wygrałem. To nigdy nie określało mojej wartości w jej oczach.

– Sienna – mówi powoli Chloe. – Co tu się wyprawia?

Prawdę mówiąc, nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia, co ten palant próbuje teraz odwalić. Po prostu mrugałam na ekran.

– Czy ma pan coś, co chciałby jej pan powiedzieć? – zapytała ponownie reporterka.

Declan kiwa głową, podnosząc w końcu wzrok z powrotem na kamerę. – Jeśli to oglądasz, Sienna, nie masz pojęcia, jak mi przykro z powodu tego, kim wtedy byłem. Nie zasłużyłaś na to, żeby przez to wszystko przechodzić. Byłem dupkiem. Cały czas myślę o dniu, w którym oddałaś mi moją koszulkę z ostatniej klasy. Powinienem był o ciebie walczyć.

Zaparło mi dech w piersiach.

Niezliczona liczba ludzi w całym kraju oglądała tę scenę w telewizji.

– Sienna – powtarza Chloe ściszonym głosem. – Czy Declan Vance właśnie wymówił twoje...

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki