languageJęzyk

#Rozdział 6 - Szokujący zwrot wydarzeń

Autor: Adriana Moretti28 kwi 2026

Sienna

Szybko się opanowuję, śmiejąc się z jej wyobraźni. – Wiesz, ile osób w tym mieście ma na imię Sienna, Chloe? Jakieś setki tysięcy. Oczywiście, że nie mówił o mnie.

– Ale wyobraź sobie, jak niesamowite by to było – śmieje się, opadając na kanapę. – Wiem, że to głupie marzyć o takim kiczowatym romansie, ale z nim nie potrafię inaczej.

Jęczę. – Musisz odpocząć od facetów – droczę się z nią.

– A ty musisz przestać stać z boku, kochana – odgryza się.

Przez resztę nocy moje myśli w całości pochłonęły jego bardzo publiczne przeprosiny.

Declan też myślał o tamtym dniu. Wiedziałam, że nadal nie powinnam ufać żadnemu słowu, które wychodzi z ust tego mężczyzny, ale sama myśl była miła. Bycie obiektem czyichś myśli i pragnień było kiedyś szczytem moich marzeń. Teraz nienawidziłam samej myśli o tym, że można sprowadzić mnie do poczucia beznadziei.

Znowu zrobiło mi się niedobrze.

– Zważywszy na te wszystkie imiona dla nieodwzajemnionych miłości... – wzdycha rozmarzona. – To jak z bajki.

Skrzywiłam się. Zrezygnowałam z bajek w dniu, w którym dowiedziałam się, że byłam przedmiotem zakładu.

– Bajki nie istnieją, Chloe – jęczę. – Jeśli czegoś chcesz, musisz w to włożyć trochę pracy. A nie tylko wypowiedzieć życzenie do spadającej gwiazdy i mieć nadzieję, że się spełni.

– Buu – krzyknęła, rzucając we mnie frytką. – Musisz wyluzować i zacząć trochę żyć.

Odrzuciłam frytkę z powrotem. – Musisz przestać rzucać we mnie jedzeniem, kiedy się z tobą nie zgadzam – śmieję się.

Przerodziło się to w bitwę na frytki.

– Pomożesz mi to posprzątać – mruczę, zdejmując frytkę z kolan i wrzucając ją sobie do ust.

Ziewnęła. – Dzięki, że mi to wynagrodziłaś, Sienna – uśmiechnęła się szeroko, rzucając się pędem do drzwi.

– Hej! – krzyknęłam. – Wracaj tu... ech. Dobra. Nieważne.

---

Następnego ranka znów byłam pełna niepokoju. Włączyłam telewizor i każda stacja informacyjna relacjonowała z wypiekami historię gwiazdy hokeja, która niemal wprost przyznała, że wciąż żywi uczucia do dziewczyny, którą kiedyś znała.

Żadna z nich nie miała pojęcia, kim jestem, i byłam za to wdzięczna. Właściwie, to polowanie uważałam za całkiem zabawne. Plotki wokół tej tajemniczej dziewczyny przybrały tak wiele szalonych obrotów.

Zaczęło się od białoruskiej modelki imieniem Natalia. Podobno Declan spotykał się z nią przez kilka miesięcy jakiś czas temu. Zakończyło się to bardzo źle. I bardzo publicznie. Kilka źródeł twierdzi, że rzuciła mu w głowę butelką szampana.

Szczerze mówiąc, nie winiłam dziewczyny. Prawdopodobnie zrobiłabym to samo.

Teraz z kolei inne źródło twierdzi, że była to menadżerka zespołu i bliska przyjaciółka, która całkiem niedawno wzięła ślub, i to właśnie dlatego pominął jej imię i nazwisko w przeprosinach.

Nigdy nie przepadałam za plotkami, ale to naprawdę okazało się zabawnym hobby, które odciągało moje myśli od nadciągającej katastrofy, jaką była moja kariera.

Całkiem zabawnie było iść ulicą i znać ten brudny, mały sekret ukochanego przez miasto kapitana drużyny hokejowej. Czułam się potężna. Nietykalna. Mogłabym go zrujnować, gdybym tylko chciała, ale nie zależało mi na nim na tyle, by posunąć się do czegoś tak paskudnego.

Biorę do ręki czasopismo z jednego ze stoisk z brukowcami.

Skruszony hokeista zatrudnia prawników

Marszczę brwi, podnosząc je. Zaczęłam czytać pierwsze kilka zdań.

...Kapitan Corsairs, Declan Vance, został zauważony tego samego wieczoru, gdy wchodził do kancelarii prawnej Bancroft and Pierce...

Nie ma mowy. Jak on znalazł moje miejsce pracy?

Z trzaskiem kładę pięciodolarowy banknot na ladzie, chowając brukowiec pod pachę. Po powrocie do mieszkania przeczytałam go od deski do deski.

W tym artykule pojawiło się kilka całkiem oburzających stwierdzeń. Zakrawających o zniesławienie. Jasne, był dupkiem, ale żeby zaraz absolutnym potworem?

Słyszę dzwonek telefonu. Wiedziałam, że to Chloe.

Dlaczego twoja lokalizacja pokazuje, że jesteś w domu?

Zaczęłam pisać, ale jej pukanie rozległo się pierwsze.

– Otwieraj! – krzyknęła. – Wiem, że tam jesteś!

Zamykam gazetę, ukrywając ją pod stertą nieotwartych kopert na kuchennym stole, i otwieram drzwi. Chloe wchodzi do środka, jakby to miejsce należało do niej.

– Tobie też cześć – śmieję się.

– Co ty robisz w domu? Powinnaś teraz być w biurze – mówi, ignorując moje powitanie.

– Mój szef kazał mi wziąć dzień wolnego – kłamię.

Chloe prycha, kierując się w stronę kuchennego stołu i opadając ciężko na krzesło. – Jasne. Nigdy byś się na to nie zgodziła.

– Biorę sobie do serca twoją radę – wzruszam ramionami. – Muszę się zrelaksować.

Przewraca oczami. – Od kiedy ty w ogóle słuchasz moich rad? – chichocze. – Kim jesteś i co zrobiłaś z moją Sienną?

– Rozpoczynam nowy rozdział – mówię z bezczelnym uśmieszkiem.

Chloe zaczyna grzebać w stercie nieotwartych listów. – Naprawdę musisz zacząć to otwierać – wzdycha, kontynuując sortowanie poczty.

– Zabiorę się za to – jęczę, mając nadzieję zmienić temat. – Będzie dobrze.

– Co to jest? – pyta cicho Chloe, wyciągając ten brukowiec. – Sienna, co to jest?

Wzruszam ramionami. – Kupiłam to dla ciebie – śmieję się niezręcznie. – Pomyślałam, że ucieszy cię odrobina plotek...

– To twoja kancelaria – mówi zdezorientowana. – Dlaczego cię tam nie ma? To może być coś wielkiego!

– Stażyści nie uczestniczą we wstępnych spotkaniach z klientami. Robią to partnerzy – kłamię ponownie.

– I co z tego? Znalazłabyś sposób, żeby wkręcić się na to spotkanie – mówi, mrużąc podejrzliwie oczy. – Koniec tego. Dzwonię do nich...

– Nie! – krzyczę gorączkowo. – Nie, nie rób tego!

– Dlaczego nie?

– Bo mnie zwolnili – kulę się w sobie. – Nie potrafiłam udowodnić, że nadaję się na prawniczkę.

Chloe spojrzała na mnie w szoku. – Sienna – mówi łagodnie.

– W porządku – odpowiadam, śmiejąc się cicho. – Mieli rację. Może to po prostu nie dla mnie...

– Absolutnie nie – sapnęła Chloe. – Przecież nie zrezygnowałaś tak po prostu z marzeń!

– Może to ono zrezygnowało ze mnie...

Właśnie wtedy zadzwonił mój telefon. Wzdycham, spoglądając z powrotem na ekran.

Szef

Serce podeszło mi do gardła, gdy gorączkowo rzuciłam się, by go odebrać.

– Dzień dobry, tak – odpowiedziałam szybko. – Mówi Sienna.

– Gratulacje, Sienna – mówi po prostu. – Właśnie zdobyłaś klienta. Chciałby się z tobą spotkać w naszym biurze. Dasz radę tu dotrzeć na czternastą?

Stałam jak wryta. Jak ja w ogóle tego dokonałam?

– Sienna?

– Och... eee... tak – odpowiadam nagle. – Tak, będę na czternastą.

– Dobrze. Nie spóźnij się na spotkanie ze swoim pierwszym klientem – ostrzegł.

– Nie, proszę pana – przełknęłam ślinę. – Będę na miejscu.

– Do zobaczenia wkrótce – mówi, po czym się rozłącza.

– I jak? – pyta Chloe, a na jej twarzy wykwita powolny uśmiech.

– Udało mi się... – szepczę, wciąż zszokowana nagłym zwrotem akcji. – Naprawdę mi się udało.

Czterdzieści pięć minut później siedziałam w sali konferencyjnej, wyciągając notatnik, długopisy i wszystkie narzędzia niezbędne do odniesienia sukcesu. Pan Vargas siedział obok mnie, tłumacząc mi, co po kolei dzieje się podczas spotkania mającego na celu pozyskanie klienta.

Wtedy drzwi się otworzyły i stanęłam twarzą w twarz z moim prawdziwym koszmarem. Declan Vance stał w progu biura, ściskając w dłoni szarą teczkę.

– Cześć, Sienna. Kopę lat.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki