– W takim razie zatańczmy. – Pociąga mnie z siłą wystarczającą, bym potknęła się o własne stopy. – Tak przy okazji, mam na imię Walter.
Jego uśmiech jest niemal zaraźliwy, więc mimowolnie odpowiadam mu małym, nieśmiałym uśmiechem. Pozwalam mu poprowadzić nas na środek sali, gdzie beztrosko tańczą inni goście; niektórzy są nadzy, inni wciąż mają na sobie resztki ubrań. A jeszcze inni… to, co robią,






