Zatrzymujemy się gwałtownie, przez co na moment lekko tracę równowagę na siedzeniu. Cassian milczy i nie wydaje się skłonny tego zmieniać. Woźnica otwiera drzwi powozu, a on wysiada pierwszy, nawet nie zadając sobie trudu, by mi pomóc lub potowarzyszyć. Idzie kilka kroków z przodu, a ja jestem zmuszona przyspieszyć kroku na tych narzędziach tortur zwanych obcasami. Mimo to trzymam się kilka kroków






