languageJęzyk

Rozdział 1

Autor: Camila Flores18 maj 2026

Lauren

Usłyszałam otwierające się drzwi i po czystym, cytrusowym zapachu poznałam, że to Darren. Nie zadałam sobie trudu, by wstać i powitać go w domu. Jaki to miało sens? Wiedziałam doskonale, że ani by tego nie docenił, ani by sobie tego nie życzył.

Byłam zaskoczona, że w ogóle przyszedł. Ostatnio rzadko go widywałam, a kiedy już się pojawiał, albo mnie ignorował, albo unikał, albo wyładowywał na mnie złość. Czasami znikał na całe dnie, tak że niemal zapominałam, że mam męża. Tylko nieustanny ból w sercu przypominał mi, że mam partnera. Partnera, który już mnie nie chciał.

Jego kroki zbliżyły się do jadalni. Siedziałam przy stole z filiżanką w dłoniach. Nie podniosłam wzroku, gdy podszedł blisko. Nie spojrzałam na niego nawet wtedy, gdy zatrzymał się kilka kroków ode mnie. Rzucił przede mną jakieś dokumenty i dopiero wtedy uniosłam głowę.

– Co to jest? – zapytałam podejrzliwie, napotykając jego obsydianowe oczy.

Tak jak za każdym razem, gdy nasze drogi się przecinały, jego spojrzenie było zimne, a twarz zastygła w kamiennym wyrazie. Trudno było uwierzyć, że to ten sam mężczyzna, który jeszcze kilka miesięcy temu zasypywał mnie miłością i czułością. Czy to wszystko było tylko udawaniem? Czy udawał przez cały ten czas, czekając na powrót Mirandy?

– Podpisz to, to papiery separacyjne. Skoro nigdy cię nie naznaczyłem, łatwo było przekonać starszyznę, by zgodziła się na naszą separację i ją zatwierdziła – warknął, jakby sama rozmowa ze mną rujnowała mu dzień.

Kto by pomyślał, że to, iż mnie nie naznaczył, zostanie pewnego dnia wykorzystane przeciwko mnie? Naznaczenie było jedynym tematem, o który kiedykolwiek się kłóciliśmy. Zawsze znajdował wymówki i odkładał to na później. Jego odmowa powinna być dla mnie sygnałem ostrzegawczym. Ale ja wciąż go usprawiedliwiałam, myśląc, że zrobi to, gdy tylko będzie gotowy.

Spojrzałam na niego z zaskoczeniem. Nigdy nie sądziłam, że posunie się aż tak daleko. Byliśmy razem dziesięć lat, dziesięć dobrych lat. Zbudowaliśmy wspólnie dobre życie, a on chciał to wszystko zniszczyć w zaledwie kilka miesięcy po jej powrocie do naszego życia?

– Nie możesz mówić poważnie, Darren – powiedziałam smutno. Mój głos był ledwie słyszalnym szeptem.

Łzy cisnęły mi się do oczu, ale nie pozwoliłam im wypłynąć. Przez ostatnie miesiące wypłakałam ich już dość. Czy on nie widział bólu w moich oczach? Czy był tak nieświadomy tego, jak bardzo mnie rozdziera? Trwałam przy nim, kiedy ona odeszła. Poskładałam go do kupy po tym, jak go zniszczyła. Byłam przy nim przez to wszystko. Jak więc mógł tak beztrosko wyrzucić wszystko, co mieliśmy, dla niewiernej zdziry?

– Mówię śmiertelnie poważnie, a teraz podpisz te cholerne papiery – warknął, uderzając pięścią w stół, niemal łamiąc go na pół.

Jego twarz wykrzywił gniew. Odskoczyłam przerażona, a ponieważ był blisko, zderzyłam się z jego ciałem. Tak blisko niego poczułam zapach jej perfum. Na jego szyi dostrzegłam ślad szminki. Musiał prosto od niej przyjść.

Czułam obrzydzenie do jego czynów. To, że przyszedł do domu, który zmieniliśmy w nasze wspólne gniazdo, śmierdząc inną kobietą. To, że tak rażąco zlekceważył swoje przysięgi i otwarcie mnie zdradzał z tą samą kobietą, która złamała go dziesięć lat temu.

Ból, który przeszywa moje serce, gdy wyobrażam ich sobie razem, jest druzgocący. Obraz tego, jak się z nią kocha, dotykając jej tak, jak kiedyś dotykał mnie, odmawia opuszczenia moich myśli. Zamiast tego rozdziera moje i tak już poszarpane serce.

Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu wyzywająco w oczy. – Nie podpiszę ich!

– Słucham?

Jego oczy stały się niebezpiecznie ciemne, a biły od niego fale gniewu. Włosy na karku stanęły mi dęba. Przez chwilę pożałowałam swojej decyzji, ale postanowiłam wytrwać. Nie mogłam pozwolić mu zniszczyć tego, co zbudowaliśmy. Byłam wystarczająco silna, by walczyć o naszą rodzinę.

– Powiedziałam, że ich nie podpiszę! – syknęłam, odwzajemniając jego wściekłe spojrzenie.

Moje serce może i było złamane, ale odmawiałam poddania się. Nie chciałam rezygnować z naszego związku. Miranda nie mogła ot tak sobie wrócić i zrujnować wszystkiego, co zbudowałam. Nie pozwolę tej suce wygrać.

– Podpiszesz je, albo przysięgam na Księżycową Boginię, że cię, kurwa, zniszczę – zawarczał.

– Rób, co chcesz, Darren… nie możesz mnie złamać bardziej, niż już to zrobiłeś.

Wpatrywałam się w jego przystojną twarz, pragnąc, by przypomniał sobie naszą miłość. By przejrzał na oczy i dostrzegł jej kłamstwa i podstępy. By zobaczył zniszczenia, jakich dokonywał w mojej duszy. Ale on tego nie robił i bałam się, że być może jest już dla niego za późno.

– Och, kochanie, tu się mylisz… Nie masz pojęcia, ile jeszcze szkód mogę wyrządzić – uśmiechnął się złowrogo, a ja musiałam powstrzymać dreszcz przerażenia przed jego chłodem.

Odwrócił się i ciężkim krokiem wyszedł z kuchni. Chwilę później usłyszałam, jak wchodzi po schodach, a ja osunęłam się na stół. Pozwoliłam łzom, które do tej pory powstrzymywałam, swobodnie płynąć.

Gdzie popełniłam błąd? Czy zrobiłam coś, co rozgniewało Księżycową Boginię, a ona teraz mnie karała? Po prostu nie mogłam tego zrozumieć.

Jeszcze kilka miesięcy temu byłam szczęśliwa. Zadowolona ze swojego życia. Miałam kochającą rodzinę, wspaniałych przyjaciół, a mój biznes rozkwitał. Planowałam nawet zajść w ciążę. Ale w mgnieniu oka wszystko legło w gruzach.

Miranda wróciła do naszego życia jak wściekły huragan, pozostawiając za sobą jedynie zniszczenie. Zaczęła od pojawienia się w jego firmie. Kiedy o tym usłyszałam, skonfrontowałam się z nim, a on zapewnił mnie, że nic się nie dzieje. Że poszli tylko na lunch, by pogadać. Że nie powinnam się martwić, bo ona należy do przeszłości.

Powinnam była się martwić. Bo oto teraz, kilka miesięcy później, on prosił o separację. Mój największy lęk się ziścił. Zostawiał mnie dla niej, a ja nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić.

Wściekle otarłam łzy, zła na siebie za własną słabość. Nie mogłam się jej poddać, bo jeśli to zrobię, stracę wszystko, co było mi bliskie.

Chwiejnym krokiem poszłam do swojego pokoju. Darren wyrzucił mnie z naszej sypialni, gdy zaczął spotykać się z Mirandą. Gdy tam dotarłam, próbowałam zasnąć, ale nie potrafiłam. Mój umysł odmawiał posłuszeństwa. Odmawiał mi spokoju w mrocznej otchłani.

Była około dziewiąta wieczorem, więc wiedziałam, że ona powinna już spać. Wyszłam z pokoju i na palcach weszłam po schodach do jej pokoju. Znając jej sypialnię jak własną kieszeń, cicho podeszłam do łóżka.

Usiadłam na małym łóżku Krystal i przeciągnęłam palcami po jej miękkich lokach. Wdychałam jej zapach, co trochę mnie uspokoiło. Byłam zbyt zagubiona, by zdać sobie sprawę, że nie zasnęła całkowicie. Lampka nocna nagle się zaświeciła, a kiedy zobaczyła, że to ja, zaczęła krzyczeć.

– Wynoś się z mojego pokoju! Wynoś się! – wrzasnęła.

– Tatusiu! – krzyczała na całe gardło, jakbym miała zamiar ją zamordować.

Darren wpadł przez drzwi w kilka sekund. Zapalił światło i rozejrzał się za intruzem, aż jego wzrok spoczął na mnie. Zmartwienie na jego twarzy zmieniło się w morderczą wściekłość i ruszył w moją stronę. Krystal podbiegła do ojca i mocno się w niego wtuliła.

– Tatusiu, ona mnie wystraszyła. Nie chcę jej tutaj, każ jej wyjść – wymamrotała w jego spodnie od piżamy. Jej całe ciało drżało, jakby spotkała potwora, a nie własną matkę.

To złamało moje serce jeszcze bardziej – fakt, że własna córka nie nazywa mnie już nawet mamą. W ostatnich dniach zostałam zdegradowana do roli „jej”. Jakbym była nikim więcej niż służącą.

Wzrok Darrena złagodniał, gdy spojrzał na naszą córkę. – Idź do mojego pokoju, kochanie. Zaraz tam będę i wtedy pojedziemy.

To była jedyna rzecz, która nas obecnie łączyła. Miłość do naszej córki. Córki, która wyglądała jak idealna mieszanka mnie i Darrena. Ma rudawo-brązowe włosy. Rudy kolor odziedziczyła po mnie. Brąz po tacie. Ma też jego obsydianowe oczy.

– Czy jedziemy do mamusi Mirandy? Uwielbiam u niej być – powiedziała, a jej głos przepełniała radość. Jej ekscytacja na myśl o spotkaniu z Mirandą zadała mi kolejny cios.

Tak właśnie nazywała Mirandę. Przestała mówić do mnie „mamo” miesiące temu. Nie odzywała się do mnie ani nie pozwalała mi się do siebie zbliżyć od dawna. Moja własna córka woli inną kobietę ode mnie. Tak jak Darren, Krystal teraz mnie nienawidzi i nie chce mieć ze mną nic wspólnego.

– Tak, teraz idź, a ja tu skończę – powiedział jej łagodnie Darren.

Krystal spojrzała na tatę z uśmiechem, a potem rzuciła mi pogardliwe spojrzenie, zanim wyszła z pokoju.

– Co robiłaś w jej pokoju? – zapytał, a łagodny wyraz twarzy, który miał przed chwilą, zmienił się w zabójczy.

Wstałam i westchnęłam, zanim odpowiedziałam. – To moja córka, Darren, chciałam być blisko niej.

Teraz nie mogłam nawet zbliżyć się do Krystal, by nie zaczęła na mnie krzyczeć lub kazać mi odejść. Całkowicie się zmieniła, odkąd Darren przedstawił ją swojej kochance. Cała czułość, jaką miała dla mnie, została przelana na nią.

Bogini, jak ja nienawidziłam tej kłamliwej suki.

– Ona nie chce cię widzieć. Wbij to sobie do tej swojej pustej głowy! – Jego obelga zabolała, ale to była moja córka, o którą chodziło.

– To dlatego, że pozwoliłeś tej zdzirze wyprać jej mózg. Jeśli myślisz, że pozwolę tej głupiej szmacie wychowywać moją córkę, to grubo się mylisz – wyplułam z pogardą.

Nie zauważyłam ciosu. Stałam, mierząc go wzrokiem, a w następnej chwili leżałam na podłodze. Świat zawirował, a w uszach dzwoniło mi od uderzenia.

– Niech to będzie ostatni, kurwa, raz, kiedy tak mówisz o kobiecie, którą kocham – warknął głosem zimnym od gniewu. Spojrzał na mnie z obrzydzeniem, po czym na mnie splunął. Wyszedł z pokoju, nawet się nie oglądając, a kilka minut później usłyszałam, jak odjeżdżają.

Nie mogłam w to uwierzyć. Siedziałam tam na podłodze, a łzy spływały mi po twarzy. Lewy policzek piekł. Wiedziałam, że zostanie siniak.

Jak on mógł? Trzymał mnie tymi rękami. Ocierał nimi moje łzy i pieszpścił mnie nimi. Więc jak mógł mnie uderzyć? I to wszystko przez nią.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: Rozdział 1 - Udawany związek z szefem alfą | StoriesNook