languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Camila Flores18 maj 2026

Wpatruję się z powątpiewaniem w ogromny dom przede mną. Słyszę głośną muzykę grającą gdzieś na zewnątrz. Słyszę też krzyki bawiących się dzieci.

To były ósme urodziny Krystal, a ja nie dostałam zaproszenia. Nawet nie wiedziałam, że jest jakieś przyjęcie. Jakie to żałosne. Nie wiedzieć, że własna córka ma już zaplanowane przyjęcie urodzinowe?

Zadzwoniłam do Darrena, żeby zapytać, co powinnam zaplanować. Odpowiedział ze złością, że Miranda o wszystko zadbała. Że nie powinnam zawracać sobie głowy przychodzeniem, bo ani on, ani Krystal mnie tam nie chcą.

To ja zawsze planowałam jej przyjęcia i zawsze odbywały się w naszym domu. Ale w tym roku odbywało się u Mirandy.

Podobno Krystal sama ją o to poprosiła. Bo według niej, ja nie planuję przyjęć tak, jak by chciała. Zawsze były nudne i brzydkie, i ich nienawidziła.

Bolało mnie, że Krystal nigdy nie lubiła ani nie doceniała pracy i wysiłku, jaki wkładałam w przygotowania. Że to nie wystarczało. Że nienawidziła tych przyjęć.

Westchnęłam, wiedząc, że Miranda przekreśliła wszystko, co kiedykolwiek zrobiłam. Że wszystkie moje starania są tylko rozdeptanymi robakami pod jej stopami.

Dlaczego to, kurwa, wciąż tak boli? Minęły miesiące, odkąd wróciła. Powinnam już przywyknąć do nowej rzeczywistości, ale wciąż się jej trzymałam.

– Dasz radę, Ren – szepcze moja wilczyca, Blue, gdy próbuję znaleźć w sobie odwagę, by podejść do jej domu. Miejsca, w którym pozostaję niechciana.

– To przyjęcie naszego szczenięcia i nie powinnyśmy go przegapić – kontynuuje.

Jeśli myślałam, że to, co zrobił Darren, było bolesne, to nie miałam pojęcia, jak bardzo to mnie rozdziera. To, że Krystal i Darren nie chcieli mnie tam w dniu, w którym ją, kurwa, urodziłam. Byłam wściekła na nich oboje, a potem ta wściekłość zmieniła się w ból.

Odpędzając te myśli, robię krok naprzód. Drzwi były otwarte, więc weszłam do środka i oniemiałam. Wszystko było piękne, Miranda naprawdę wykonała świetną robotę. Wyglądało to jak z bajki.

Idę za dźwiękiem muzyki i trafiam na podwórze. Bujny trawnik został zmieniony w krainę marzeń. Różowe i białe kwiaty pokrywały ziemię. Stoły przykryte błyszczącymi, złotymi obrusami.

Przy każdym stole stały cztery krzesła pokryte białą satyną, przewiązane złotymi wstążkami. Wszystko wyglądało luksusowo i z klasą. Nic dziwnego, że Krystal nienawidziła moich przyjęć.

Moja pewność siebie legnie w gruzach, wiedząc, że nic, co zrobiłam, nie było wystarczająco dobre dla Krystal.

– Co ty tu robisz?! – krzyk wyrywa mnie z zadumy.

Odwracam się i widzę Krystal. Patrzy na mnie z gniewem i obrzydzeniem. Jakby sama moja obecność miała zepsuć jej ten dzień. Jej krzyk przyciągnął uwagę gości. Zarówno ludzi, jak i wilkołaków.

Nic nie mówię. Nie potrafię pojąć, co zmieniło się w Krystal. Dlaczego nagle mnie nienawidzi. Czy to coś, co zrobiłam? Coś, co powiedziałam?

– Nie chcę cię tutaj, wynoś się i nigdy nie wracaj! – wrzasnęła. Jej dłonie były mocno zaciśnięte w pięści.

– Kochanie, przyszłam przynieść ci prezent – mówię łagodnie. Głos mi drży, bo próbuję powstrzymać łzy.

Naprawdę się starałam. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam, było zostanie tematem plotek w całym mieście. Czułam litość płynącą od członków naszej watahy poprzez więź. I wiem, że większość nie zgadza się z tym, co robi Darren. Ale nie chcę ich litości. Chcę tylko odzyskać swoją rodzinę.

Krystal wyciąga rękę po prezent. Już miałam odetchnąć z ulgą, uśmiechnąć się do niej. Ale wtedy robi coś, czego nigdy bym się po niej nie spodziewała.

Rzuca prezent na ziemię i zaczyna go deptać. Rozbijając lalkę, którą jej kupiłam. Patrzę na rozbitą lalkę, która jest idealnym odzwierciedleniem mojego złamanego serca. Zdeptała tę lalkę tak samo, jak właśnie zdeptała moje serce.

– Powiedziałam ci, że cię tu nie chcę i nie chcę twojego głupiego i brzydkiego prezentu – warknęła na mnie. Drżała, jakby nie mogła opanować gniewu i nienawiści.

Jak do tego doszło? Co Miranda miała, czego ja nie miałam? Co było w niej takiego, że moja rodzina ją kochała, a mnie nienawidziła?

Jedyne, co kiedykolwiek robiłam, to kochałam ich. Oddawałam im całą siebie. To, co we mnie najlepsze. Robiłam wszystko, co w mojej mocy, by być idealną partnerką i żoną. By być idealną matką, ale zdawało się, że nic z tego nie wystarczało. Bo Miranda z łatwością zastąpiła mnie w ich sercach.

– Krys… – dławię się jej imieniem. Ból i łzy blokują mi drogi oddechowe.

Przerywa mi krzykiem. – Nie! Nienawidzę cię i tatuś też cię nienawidzi. Nie chcemy cię tutaj. Tatuś ożeni się z mamusią Mirandą, ale ty tego nie chcesz, bo jesteś złą i podłą osobą. Jesteś o nią zazdrosna, bo jest ładniejsza od ciebie, a ty jesteś brzydka. Jeśli nie pozwolisz tatusiowi być szczęśliwym, będę prosić boginię, żeby cię ukarała i wysłała do piekła.

Cofam się, czując, jakbym dostała fizyczny cios. Nie tylko dlatego, że nienawidzi mnie tak bardzo, by życzyć mi piekła, ale też dlatego, że Darren planuje związać się z Mirandą.

Jak to się stało? Jak zmieniłam się z jej matki w czarny charakter w ich bajkowej opowieści?

– Nie mów tak, Krystal. Jestem twoją mamusią – krzyczę przez łzy, których nie potrafię już powstrzymać.

Dlaczego czuję, jakby moje serce było, kurwa, rozrywane na kawałki? Jakby zostało zmielone na drobne cząstki?

– Nie jesteś już moją mamusią. Mam tylko jedną matkę i jest nią mamusia Miranda – oświadczyła stanowczo. Następnie odwraca się do mnie plecami i biegnie do Mirandy.

Miranda bierze ją w ramiona, mierząc mnie wzrokiem, podczas gdy szepcze jej słowa pocieszenia. Jakby to ona była jej biologiczną matką, a ja tą drugą kobietą. Tą, która zniszczyła ich radosny dzień.

Nie mogę uwierzyć, że Krystal właśnie się mnie wyparła. Przy wszystkich gościach. Jak mogła mi to zrobić? I jak Darren mógł jej na to pozwolić? Jak mogli wybrać Mirandę zamiast mnie?

Pozostałe kawałki mojego serca rozpadały się w proch. Nie sądzę, by cokolwiek mogło je naprawić, uczynić je znów całością.

Zanim w ogóle mam szansę podnieść swoją godność z podłogi, pojawia się Darren. Chwyta mnie za ramię bolesnym uściskiem i wywleka stamtąd.

– Proszę, Darren… – błagam go, gdy jesteśmy już prawie przy drzwiach.

– Zamknij się, ty głupia suto! – krzyczy. Jest całkowicie wściekły. Jego oczy zmieniają kolor z czarnego na żółty.

Milknę, całkowicie zszokowana, że nazwał mnie szmatą. Jakbym była niczym więcej niż irytującą dziwką, która próbuje rozbić jego szczęśliwą rodzinę.

To, kurwa, tak bardzo boli.

Jego palce puszczają moje ramię i zaciskają się na mojej szyi. Ściska mocno, odcinając mi dopływ powietrza. Jego pazury wbijają się głęboko w moją skórę. Czuję krew spływającą po szyi, wsiąkającą już w moją bluzkę.

– Niech to będzie ostatni, kurwa, raz, kiedy widzę cię w pobliżu Krystal albo mnie. Nie dotykaj jej, nie patrz na nią i nawet nie oddychaj tym samym, kurwa, powietrzem co ona. Jeśli zbliżysz się do nas choćby na cal, zabiję cię – zagroził. Jego głos był twardy.

– Ale ona jest moją córką – szepczę, a łzy spływają mi po twarzy.

Jego głos był zimny i ostateczny, gdy odpowiedział: – Słyszałaś ją… nic dla niej nie znaczysz i nic nie znaczysz dla mnie.

Bez słowa wypycha mnie za drzwi i je zamyka. Próbuję zamortyzować upadek, lądując na dłoniach i kolanach. Nawet nie rejestruję, że je pościerałam. Ani tego, że moja szyja, choć zaczęła się goić, wciąż krwawiła.

Ból fizycznych ran nie mógł równać się z tym w moim sercu. Jak mam walczyć, skoro czuję się tak złamana? Czy powinnam w ogóle o nich walczyć, czy po prostu się poddać? Skoro odwrócili się ode mnie i mnie nienawidzą, jaki to ma w ogóle sens? Już mnie nie chcą, nie chcą nas. Blue, zraniona nie do naprawienia, wycofała się w głąb mojego umysłu.

– Hej – słodki, dziecięcy głos wyrywa mnie z transu.

Chłopiec w wieku około dziesięciu lat stoi obok mojego samochodu. Ma blond włosy i szare oczy. To przystojny mały chłopiec i wygląda znajomo.

– Mój tatuś mówi, że ładne dziewczyny nie powinny płakać. A ty jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem – mówi do mnie słodko i pewnie.

To porusza moje serce, że ten chłopiec uważa mnie za piękną, podczas gdy moja własna córka tak nie uważa.

Klękam przed nim, choć sprawia mi to ból.

– Dziękuję, przystojniaku. Jak masz na imię? – pytam z zapłakanym uśmiechem, próbując otrzeć łzy.

Uśmiecha się do mnie i, niech to szlag, ten uśmiech rozświetla jego twarz.

– Jestem Jax… a ty jesteś mamą Krystal. Nie chcę być niegrzeczny, ale teraz niezbyt lubię Krystal. Była dla ciebie zła i to mnie zdenerwowało. Nie lubię też mojej mamy ani taty Krystal, to, co ci robią, nie jest miłe. To oni powinni zostać ukarani – mówi z nutą gniewu, zaciskając dłonie w pięści.

Dociera to do mnie, gdy kończy mówić. Ten chłopiec, próbujący mnie pocieszyć, był synem Mirandy.

Dociera do mnie również to, że mogłabym go podburzyć przeciwko matce. Nagadać mu różnych rzeczy, żeby ją znienawidził, ale tego nie robię. Nie leży to w mojej naturze. Nigdy nie życzyłabym takiego bólu żadnej matce.

– Wiem, kochanie, ale to wciąż twoja mama, bez względu na wszystko. Powinieneś ją kochać i szanować – mówię spokojnie i łagodnie.

Patrzy na mnie intensywnie przez chwilę, po czym mówi: – Dobrze, ale wiedz, że nawet jeśli oni cię nie kochają, ja cię kocham i jesteś najlepsza.

Potem przytula mnie i całuje w policzek, po czym odchodzi. Nie wiem, co jest w tym Jaxie, ale czuję z nim więź. Coś mi mówi, że nasze drogi są w jakiś sposób ze sobą splecione.

Wsiadam do samochodu i odjeżdżam od swojej córki i partnera. Czuję się lepiej po raz pierwszy od miesięcy. A wszystko to dzięki synowi mojego wroga.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Udawany związek z szefem alfą | StoriesNook