Minął rok, odkąd uciekłam przed bólem. Myślałam, że moja rana się zagoi, ale myliłam się. Nie wyzdrowiałam. Nie znalazłam też ukojenia. Zamiast tego zakorzeniło się we mnie coś znacznie mroczniejszego.
Gdy kierowca Ubera mija znajome ulice, przypominam sobie, dlaczego w ogóle opuściłam ten przeklęty kraj. Przypominam sobie ból i upokorzenie, które znosiłam rok temu. Przypominam sobie zdradę Darrena.
– Nienawidzę tego miasta – mruczy z obrzydzeniem Blue, wtórując moim myślom.
W ciągu kilku minut jesteśmy pod szpitalem. Płacę mu i wysiadam. Stoję przez chwilę, wpatrując się w górujący budynek. Uspokajam się.
Szpital jest przeznaczony wyłącznie dla wilkołaków. Znajduje się w odosobnionym miejscu. Mieliśmy urzędników w rządzie wilkołaków, którzy pomagali nam trzymać go z dala od radaru.
Jeśli mam być szczera, nie planowałam nigdy tu wracać. Ale u mojego chrześniaka zdiagnozowano guz. Claire dzwoniła do mnie z płaczem, przerażona i w histerii.
Zrobiłabym dla nich wszystko. Więc kiedy oboje poprosili mnie o przyjazd, przyjechałam. Zostawiłam wszystko, by być z nimi.
Wchodząc do szpitala, odnajduję windy i wsiadam. Claire podała mi piętro i numer sali. Biorąc pod uwagę, że to ten sam szpital, w którym urodziła się Krystal, wiedziałam, dokąd iść.
Kilka minut później wchodzę do pokoju Masona.
Leży na łóżku i ogląda bajki. Choć wkrótce miał mieć operację, był spokojny. Nawet się śmiał.
Claire z kolei wyglądała na zmęczoną i wyczerpaną. Zarządzanie naszą tutejszą filią i jednoczesna opieka nad chorym synem wysysały z niej siły. To był drugi powód mojej obecności tutaj. Żeby zająć się firmą, podczas gdy ona zajmie się Masonem.
– Ciociu Renny, przyjechałaś! – radosny okrzyk wyrywa mnie z myśli.
Oczy Claire gwałtownie się otwierają. Widzę w nich szczęście i ulgę.
– Cześć, kochany chłopcze – witam się z nim, całując go w czoło, po czym się odsuwam.
Zwracając się do Claire, rozkładam ramiona. Ona niemal wpada w nie, osuwając się z ulgą.
– Cześć, Claire-niedźwiadku.
Szlocha. – O rany, Renny, nie masz pojęcia, jak bardzo za tobą tęskniłam. Rozmowa przez telefon to nie to samo, co mieć cię tutaj przy sobie.
– Jestem już tutaj i będę tak długo, jak będziecie mnie oboje potrzebować – szepczę cicho, gładząc ją po plecach pocieszająco.
Puszcza mnie i ociera łzy. Wpatruje się we mnie, jakby mnie oglądała, studiowała.
– Jest w tobie coś innego, choć nie potrafię dokładnie określić co.
Posyłam jej tylko lekki, wymuszony uśmiech. Nie ma pojęcia, jak bardzo się zmieniłam.
Skupiam uwagę z powrotem na Masonie, gdy obie siadamy.
– Jak się miewa mój ulubiony chrześniak? – pytam.
– Ciociu… – mówi, przeciągając słowo. – Jestem twoim jedynym chrześniakiem.
Uśmiecham się na to. W końcu miał rację.
– Bardzo za tobą tęskniłem. Cieszę się, że tu jesteś. – Uśmiech na jego twarzy sprawia, że serce mi się ściska.
Zawsze staram się ze wszystkich sił nie myśleć o Krystal. Ból towarzyszący tym myślom jest czymś, czego staram się unikać.
– Cóż, jestem tutaj i przyniosłam ci mnóstwo prezentów.
– Naprawdę? Ale czad. Byłem grzecznym chłopcem. Doktor mówi, że jestem bardzo dzielnym szczeniakiem i że jak już całkiem wyzdrowieję, dostanę lody w nagrodę. Takie, jakie sobie wybiorę.
Spokój i radość w jego głosie są zaraźliwe. Przez chwilę zapominam, że moje serce jest zamarznięte. Rozluźniam się, rozmawiając z nim.
Mason ma dziesięć lat, ale jego spojrzenie na świat jest inne. Opowiada mi o wszystkim, co mnie ominęło. Zwłaszcza o swoim nowym najlepszym przyjacielu imieniem Jax, który odwiedza go codziennie.
Na to patrzę na Claire pytająco. Przytakuje głową, potwierdzając, że to syn Mirandy. Od tego momentu rozmawiamy swobodnie.
Spędziłam z nimi około trzech godzin, po czym skróciłam wizytę. Musiałam iść do biura, by nadrobić zaległości w pracy.
Wychodziłam z sali, gdy stanęłam twarzą w twarz z Darrenem. Był ostatnią, kurwa, osobą, którą chciałam widzieć.
– Lauren? – zapytał niepewnie. Jakby zobaczył ducha.
Nie odpowiadam mu. Posyłam mu tylko mordercze spojrzenie. I tak nie mieliśmy o czym rozmawiać.
Miałam go już wyminąć, gdy czyjeś ciało zderzyło się z moim. Małe ramiona oplotły mnie w pasie. Spojrzałam w dół i zobaczyłam czubek głowy Krystal.
Jasna cholera! Zupełnie nie byłam na to gotowa. To moja córka, kocham ją, ale nie byłam na to gotowa. Wciąż byłam w mrocznym miejscu, a mój umysł nie potrafił pogodzić bólu z miłością ukrytą głęboko w sercu.
Tak bardzo chciałam ją przytulić. Chryste, jak bardzo chciałam, ale nie mogłam się do tego zmusić. Wciąż bałam się jej odrzucenia. Bałam się, że mnie odepchnie. Bałam się, że wciąż mnie nienawidzi.
Jej pełne nienawiści słowa wciąż brzmiały mi w uszach. Nie potrafiłam wyciszyć jej głosu. Głosu, którym nazywała mnie złą czarownicą i innymi paskudnymi imionami. Albo kiedy mówiła, że będzie się modlić do bogini, by mnie ukarała i wysłała do piekła.
Uwalniam się z jej uścisku i odchodzę bez słowa. To czyni mnie potworem. Odchodzenie od własnej córki w ten sposób, ale nie potrafię przebić się przez bolesne wspomnienia. Nie potrafię pokonać ciemności w sobie.
W pośpiechu, by uciec od nich, zderzam się z kimś.
– Tak mi prze… – zaczynam przepraszać, ale zamieram.
Przede mną stoi Miranda. Wygląda pięknie jak zawsze. Jakby rok temu nie zrujnowała mi życia.
– Lauren? O mój Boże, to ty… dawno się nie widziałyśmy, co u ciebie?
Wpatruję się w nią, jakby postradała zmysły. Czy ta suka mówi poważnie?
– Czy coś z tobą nie tak? – pytam całkowicie osłupiała.
Odpowiada skonsternowana: – Nie, dlaczego?
– Odnoszę wrażenie, że wydaje ci się, iż jesteśmy przyjaciółkami. Pozwól, że ci przypomnę – nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. Zabrałaś mi wszystko, a ja wróciłam, by spłacić dług. Karma to wredna suka. Będę twoim osobistym piekłem. Zniszczę cię, Mirando, aż nie zostanie z ciebie nic. Zanim skończę, będziesz błagać o śmierć – grożę, a mój głos staje się zimny i niebezpieczny.
Po tych słowach potrącam ją ramieniem, zostawiając ją zszokowaną i drżącą.
Biorę taksówkę i jadę prosto do naszej firmy. Pół godziny później jestem na miejscu. Ruby’s zdołało się odbić, gdy tylko wyjechałam. Udało nam się nawet otworzyć kolejną filię na wyspie, na którą uciekłam.
Miałam właśnie wejść do budynku, gdy zatrzymało mnie dwóch strażników.
– Co wy, do cholery, wyprawiacie? – zapytałam, zaciskając zęby.
Byłam w podłym nastroju po spotkaniu Darrena i Mirandy.
– A jak ci się wydaje, co robimy? – odparował jeden z nich.
Jakich ludzi zatrudniła Claire pod moją nieobecność?
– Czy wy, kurwa, wiecie, kim jestem?
– Prezydentem? Czekaj, może pierwszą damą – zadrwił drugi.
Zaczynałam wpadać w furię, podobnie jak Blue. Byli ludźmi, więc nie mogliśmy im zrobić krzywdy.
– Jestem dyrektorem generalnym tej firmy – warknęłam. Paznokcie wbiły mi się w dłonie z gniewu.
Miałam ochotę ich uderzyć. Dać im, kurwa, nauczkę.
– Na pewno nie z takim wyglądem – prychnął ten o czarnych włosach.
Przyznaję, nie wyglądałam najlepiej. Miałam na sobie znoszone dżinsy, pogniecioną bluzkę i okulary przeciwsłoneczne. Przyleciałam bezpośrednim lotem bez przystanków, więc nie prezentowałam się zbyt okazale.
– Założę się, że jesteś jakąś zdzirą, pewnie pieprzyłaś się z kimś z góry, a teraz nie chcą mieć z tobą nic wspólnego, więc przyszłaś tu robić dramy – parsknął drugi z obrzydzeniem.
Patrzyłam na nich z niedowierzaniem.
Zaczęliśmy przyciągać uwagę. Nie chcąc użerać się z idiotami, próbuję ich wyminąć.
Ten wysoki chwyta mnie bolesnym uściskiem i zaczyna ciągnąć. Wtedy puszczają mi nerwy.
– Zabieraj te swoje brudne, pieprzone łapy ode mnie! – wrzeszczę, a drugą ręką wymierzam mu mocny policzek.
Uderzenie echem niesie się po pomieszczeniu. Jego oczy stają się niebezpieczne i już ma się na mnie rzucić, gdy czyjś głos go powstrzymuje.
– Co tu się, do cholery, dzieje? – krzyczy Micah, nasz dyrektor operacyjny.
– Ta suka tutaj sprawia problemy – odpowiada jeden z nich.
Micah odwraca się, by na mnie spojrzeć, i zamiera z wrażenia.
– Czy to tacy durnie są teraz u ciebie zatrudniani, Micah? Idioci, którzy nie mają szacunku do kobiet i nawet ich szarpią? – Mój głos jest zimny i opanowany.
– O Boże, tak strasznie mi przykro, Lauren, tak mi przykro… Przepraszam w ich imieniu, to się więcej nie powtórzy – jąka się zdenerwowany.
Widzę, jak krew odpływa z twarzy strażników, gdy moje nazwisko dociera do ich świadomości.
– O, na pewno się nie powtórzy, bo są zwolnieni. Wynoście ich z mojej, kurwa, firmy.
Przechodzę obok nich. Błagają mnie o jeszcze jedną szansę. Ignoruję ich.
– Na co wy wszyscy czekacie? Wracajcie do pracy, albo spotka was to samo! – krzyczę, sprawiając, że wszyscy rzucają się do swoich stanowisk.
Skończyłam z byciem miłą. Skończyłam z byciem dobrą. Właściwie zamierzałam być bardzo zła. Zamierzałam stać się czarnym charakterem, o którego bycie mnie oskarżali.
Piekło nie zna takiej furii, jak wzgardzona kobieta. Darren i Miranda zapłacą za to. Spuszczę ogień piekielny na wszystkich, którzy mnie skrzywdzili. Będę patrzeć, jak płoną.






