Moja nowa sekretarka wchodzi do gabinetu ze stososem dokumentów. Na górze leży gazeta i magazyn. Potem cicho wychodzi, podawszy mi kawę.
Pracuję z nią dopiero kilka dni, ale szczerze mówiąc, jest najlepsza. Wykonuje swoją pracę sprawnie, przychodzi na czas i nie plotkuje. Co mi bardzo odpowiada.
Biorę do ręki magazyn, potrzebując odrobiny rozrywki. Zaszyłam się w biurze, próbując nadrobić zaległości. Wychodzę stąd tylko wtedy, gdy muszę wziąć prysznic i zmienić ubranie. No i kiedy odwiedzam Masona.
Okładka jest o mnie. Nie wiem, czy powinnam być na nich wściekła, czy wdzięczna. Wdzięczna, bo niosą przekaz w świat: nie jestem już wycieraczką, po której można deptać.
„Lauren Smith powraca i jest zimniejsza niż Antarktyda” – głosi nagłówek.
Poniżej widnieje zdjęcie, na którym policzkuję strażnika. Potem następuje opis tego, co wydarzyło się tamtego dnia.
Ktoś pewnie sprzedał tę historię i zdjęcie. Ta osoba zostanie zwolniona, gdy tylko dowiem się, kto to, kurwa, był.
– Nie mają pojęcia, jak zimne stało się nasze serce – mówi Blue.
Chichoczę pod nosem, bo to święta prawda. Nasze serce stało się tak zimne, że prawdopodobnie zamroziłoby każdego, kto spróbowałby się do niego zbliżyć.
Ale czy nie to właśnie się dzieje, gdy zostajesz zmiażdżona? Albo zostajesz w kawałkach, albo się podnosisz. Nie chciałam zostać złamana. Nie chciałam dalej powoli umierać z bólu i rozpaczy. Nie lubiłam kobiety, którą się stałam.
Więc zamroziłam swoje serce. Zamrażając ból i cierpienie głęboko w środku. Tam, gdzie nie musiałam ich już czuć.
Ból cię zmienia i zmienił mnie. Byłam naiwną idiotką. Nosiłam serce na dłoni dla ludzi, którzy na to nie zasługiwali. Dawałam z siebie, kurwa, wszystko.
W końcu zostałam wykorzystana i odrzucona. Ci sami ludzie obrócili się przeciwko mnie i mnie złamali. Nie zamierzałam pozwolić, by to się kiedykolwiek powtórzyło. Musiałam zabić dawną siebie.
– Muszę się wybiegać – wzdycha Blue. W jej głosie wyraźnie słychać tęsknotę.
– Wiem, niedługo coś wymyślę.
Biorąc pod uwagę, że byłam samotnym wilkiem bez watahy, trudno było mi biegać swobodnie. Większość terenów to terytoria watah. Te, które nimi nie są, należą do ludzi. Ludzi, którzy lubią polować.
Rozglądałam się za domem. Takim z naprawdę dużym ogrodem, żebyśmy mogły biegać. Takim, który byłby na uboczu. Gdzie nie musiałabym się martwić, że sąsiedzi zobaczą wilka na posesji.
Słychać pukanie do drzwi. Każę tej osobie wejść. W momencie, gdy to robi, mam ochotę, żeby padła trupem.
– Czego chcesz? – pytam zirytowana.
Darren stoi w moim gabinecie, wyglądając na niepewnego.
Odpowiada spokojnie: – Przyszedłem zobaczyć, jak się miewasz.
Wpatruję się w niego z niedowierzaniem. Co jest z nim i Mirandą, że myślą, iż jesteśmy jakimiś najlepszymi przyjaciółmi?
– A dlaczego, do cholery, miałbyś to robić?
– Może i wzięliśmy separację, ale wciąż mi na tobie zależy. Chciałbym, żebyśmy zostali przyjaciółmi.
Tym razem wybucham śmiechem. Szczerym, głośnym śmiechem. Blue parska w mojej głowie.
Wygląda na tak niewinnie zdezorientowanego. Jakby nie potrafił pojąć, dlaczego, do diabła, się śmieję.
– Czy byłeś moim przyjacielem, kiedy nazwałeś mnie szmatą? – warczę na niego.
Chce coś powiedzieć, ale mu przerywam. Mój głos staje się lodowaty. – Czy zależało ci na mnie, kiedy wyrzuciłeś mnie z przyjęcia mojej córki? Albo kiedy wbijałeś mi pazury w szyję? Albo kiedy mnie zdradzałeś?
Nie odpowiada. Tylko patrzy, jakby nie mógł znaleźć odpowiednich słów. Jakby nie mógł pojąć, gdzie podziała się kobieta, którą znał.
Coś przemyka w jego oczach. Zbyt szybko, bym mogła to odczytać. To i tak nie ma znaczenia.
– Po prostu wyjdź – mówię po chwili.
Mam go dość. Dość jego bzdur.
– Lauren… – zaczyna, ale znów mu przerywam.
– Wynoś się, kurwa, Darren. Kazałeś mi się wynieść ze swojego życia i to zrobiłam. Teraz żądam tego samego. Nic już dla siebie nie znaczymy i tak pozostanie. A teraz wyjdź, zanim wezwę policję – wrzeszczę. Paznokcie wbijają mi się w dłonie.
To właśnie robię. Kiedy czuję taki gniew. Taką utratę kontroli. Jakbym w następnej minucie mogła kogoś zamordować. Ból sprowadza mnie na ziemię. Kotwiczy mnie, bym nie wpadła w morderczy szał.
Wiedziałam, co się ze mną dzieje. To było tak oczywiste. Ciągły gniew i brak kontroli. Pragnienie krwi. To, jak zawsze jestem o sekundę od wybuchu.
To były niektóre z objawów dziczenia. Do tego mnie doprowadzili. Musiałam wbijać pazury we własną dłoń, by nie zatracić samej siebie.
– Co się z tobą stało? – pyta głosem miękkim i pełnym troski. Jakby naprawdę nie mógł tego zrozumieć.
Co za pieprzony drań.
Westchnęłam. – Ty się stałeś, ty i Miranda… A teraz wyjdź, zanim zrobię coś, czego nie będę żałować.
Posyła mi jeszcze jedno spojrzenie. – To jeszcze nie koniec – mówi, po czym wychodzi.
Gdy znika, osuwam się na fotel. Patrząc pusto w ścianę.
Nie wiem, jak długo tak siedziałam, gdy zadzwonił telefon. Przerywając mój trans.
– Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że masz to w sobie – mówi głęboki głos. Był tak chropowaty, że dreszcz przeszedł mi po plecach.
– Kto mówi? – Wiedziałam doskonale, kto to. Ale postanowiłam udawać głupią, by ukryć zszokowanie.
– Wiesz, kto to, Czerwona. Udawanie głupiej ci nie pasuje.
Szlag! Przejrzał mnie. Jakie to żenujące.
– Co mogę dla pana zrobić, panie Ashford? – pytam w końcu.
Nie miałam pojęcia, dlaczego dzwoni. Ale kłamałabym, mówiąc, że nie jestem ciekawa. Było w nim coś, co mnie przyciągało.
Nikt nie wie, co dokładnie wydarzyło się między nim a Mirandą. Wiemy tylko, że to on wystąpił o separację.
– Po prostu Sebastian – mówi władczym tonem, co sprawia, że przewracam oczami.
– Co mogę dla ciebie zrobić, Sebastianie?
– Chodzi raczej o to, co możemy zrobić dla siebie nawzajem – stwierdza, jakby to było oczywiste.
To mnie naprawdę intryguje. Blue nawet strzyże uszami na tę myśl. Umierając z ciekawości, o co mu chodzi. Szczerze mówiąc, nie widziałam, co moglibyśmy dla siebie zrobić.
Byłam też pełna wątpliwości, czy chcę wiązać się z taką potęgą. Energia, jaką emanował ostatnim razem, była zarówno intrygująca, jak i przerażająca.
Ciekawość jednak wygrała.
– Słucham.
Właśnie wtedy, gdy myślałam, że wyłoży mi kawę na ławę, zrobił coś nieoczekiwanego. Coś tak typowego dla samca alfa i tak irytującego.
Powiedział zachrypniętym głosem: – Spotkaj się ze mną jutro o drugiej w Roosevelt. Mam dla ciebie propozycję – po czym odłożył słuchawkę.






