languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Camila Flores18 maj 2026

Idę korytarzami mojej niemal pustej firmy. Wspólnie z moją najlepszą przyjaciółką zbudowałyśmy „Ruby’s Collection” od zera. Firma kwitła. Znajdowała się w pierwszej dziesiątce domów mody. Teraz obracała się w ruinę.

Darren dotrzymał obietnicy, że mnie zniszczy. Moje nazwisko zostało przeciągnięte przez błoto przez magazyny i kolumny plotkarskie. Odmalowano mnie jako czarny charakter.

Zła suka, która stanęła między dawnymi kochankami. Zdradziecka żona, która odmawia uwolnienia mężczyzny, który już jej nie chce. Smutna i gorzka kobieta, która nie potrafi odpuścić.

Wyzywano mnie. Byłam ofiarą cyberprzemocy. Przedstawiano mnie jako kogoś gorszego od diabła. Dobry wizerunek, jaki miałam w ludzkim społeczeństwie, został zniszczony. Większość ludzi i wilkołaków nie chciała być już ze mną kojarzona.

Straciliśmy inwestorów. Nasze zyski drastycznie spadają, a pracownicy odchodzą. Nie chcą już pracować dla takiego potwora jak ja.

Byłam diabłem, podczas gdy Miranda była aniołem. To ja rzekomo próbowałam ich rozbić, a nie na odwrót. Nienawidziłam wszystkiego, co się działo, ale nie mogłam nad tym zapanować.

Tak jak w inne dni, mojej sekretarki nigdzie nie widać. Mam przeczucie, że ona też zaraz odejdzie z firmy.

Wchodzę do swojego gabinetu i zamieram. W moim biurze stoi mężczyzna, którego widywałam tylko w magazynach. Wypełnia pomieszczenie swoją obecnością, jakby był jego właścicielem. Jakby to był jego osobisty plac zabaw.

Sebastian Ashford to bardzo potężny człowiek. Zarówno w świecie ludzi, jak i wilków. Nosi nieoficjalny tytuł Alfy Alf. Z wilkiem, którego można opisać jedynie jako bestię, był ucieleśnieniem koszmarów. Jest także byłym partnerem Mirandy.

– W czym mogę panu pomóc, panie Ashford? – pytam, odzyskując głos.

Nie odpowiada od razu. Tylko wpatruje się we mnie tymi leśno-zielonymi oczami. Jakby widział ból, który sieje spustoszenie w moim wnętrzu.

Jest wysoki, ma około metra dziewięćdziesięciu lub więcej. Gęste włosy czarne jak noc. Mimo że ma na sobie garnitur, widać, że pod nim kryje się wysportowane ciało.

Jest zabójczo przystojny pod każdym względem. Szkoda, że moje serce nigdy już nie będzie całością. Nigdy nie będzie mogło zabić dla innego. Skończyłam z mężczyznami.

– Mój syn nie przestaje o tobie mówić. Musiałem przyjść i zobaczyć, o co tyle zamieszania – mówi głębokim, chropowatym głosem.

Wpatruję się w niego, nie wiedząc, co odpowiedzieć.

– Chcę wiedzieć, jakie masz zamiary wobec niego.

Podchodzi tak blisko, że czuję ciepło jego ciała. Blue na chwilę się ożywia, po czym wraca do snu.

– Nic złego. To dobre dziecko, pocieszył mnie, gdy byłam na dnie – mruczę. Muszę mocno odchylić głowę, by móc na niego patrzeć.

– Lepiej, żeby tak było, Czerwona. Bo jeśli dowiem się, że używasz go jako narzędzia zemsty na tej suce, jego matce, rozerwę cię na strzępy. Nie zostanie z ciebie nic do pochowania – grozi, a jego głos schodzi do niebezpiecznie niskich rejestrów.

Widzę bestię, o której wszyscy mówią. Czai się tuż za tymi hipnotyzującymi, zimnymi, szarymi oczami. Powinnam się bać, ale z jakiegoś powodu tak nie jest.

Podobnie jak w przypadku jego syna, coś mnie do niego przyciągało.

– Nigdy bym tego nie zrobiła. Mogę nienawidzić Mirandy, ale nigdy nie użyłabym niewinnego dziecka, by się na niej zemścić.

Wciąż gapi się na mnie w ten osobliwy sposób. Jakby przeszukiwał moją duszę. Poznawał wszystkie moje sekrety.

Z ostatnim ostrzegawczym spojrzeniem wychodzi. Zabierając ze sobą swoją przytłaczającą obecność. Gdy tylko znika, pokój natychmiast wydaje się pusty.

Wracam do pracy. Próbuję się skupić, wiedząc doskonale, że to zadanie niewykonalne.

Kilka godzin później Darren wpada do mojego gabinetu. Jest całkowicie wściekły i zieje ogniem.

– Trzymaj się, kurwa, z daleka od moich rodziców. Nie wiem, co im nagadałaś, że tak nienawidzą Mirandy, ale nie pozwolę ci wbić w nich swoich brudnych pazurów – krzyczy głosem pełnym nienawiści i pogardy.

Prycham. – Wątpię, bym miała nad nimi jakąkolwiek władzę. Nienawidzą Mirandy za to, co ci zrobiła. Nie przez to, co ja im powiedziałam.

Patrzy na mnie. Jego oczy przepełnia odraza. Jak to możliwe, że cała miłość zamieniła się w nienawiść? Po prostu, kurwa, nie rozumiem.

– Podpisz te cholerne papiery i zostaw moją rodzinę w spokoju. A najlepiej po prostu, kurwa, zdechnij, to ułatwiłoby mi życie.

Jego słowa roztrzaskują mnie jeszcze bardziej. Zostawiając zarówno Blue, jak i mnie, złamane w sposób, z którego obawiam się, że nigdy się nie podniesiemy.

Odwraca się, by wyjść, ale go zatrzymuję.

– Czekaj – wołam, ale wychodzi z tego raczej skowyt. – Bądź ze mną szczery. Czy ty mnie kiedykolwiek naprawdę kochałeś? Przez te dziesięć lat, kiedy byliśmy razem, kochałeś mnie, czy to było tylko udawanie?

Bałam się, kurwa, tej odpowiedzi, ale po prostu musiałam wiedzieć. Mając nadzieję, że przynajmniej w pewnym momencie mnie kochał. Że przynajmniej mu na mnie zależało. Że był ze mną szczęśliwy. Jego odpowiedź mogła mnie zniszczyć, ale potrzebowałam jej.

Westchnął, zanim odpowiedział. – Nie sądzę. Moje serce nigdy tak naprawdę nie należało do ciebie, zawsze należało do Mirandy. Ty tylko je dla niej trzymałaś, ale nigdy nie było twoje, więc po prostu zakończmy tę farsę, bym mógł w końcu być z jedyną kobietą, którą kiedykolwiek kochałem. Jesteśmy dziesięć lat spóźnieni.

Nie mówiąc nic więcej, wychodzi. Wychodzi za drzwi, tak jak wychodził z mojego życia.

Upadam na kolana. Serce ściska mi się z bólu. Czuję, jakby moja dusza została rozdarta na dwoje. Nigdy mnie nie kochał. Ani razu. Po prostu mnie wykorzystywał.

Ciężar tej świadomości jest miażdżący.

– Spraw, by to przestało boleć, Blue. Proszę, niech ból odejdzie – błagam ją.

Odpowiada równie złamana: – Chciałabym móc to zrobić, moja kochana człowieczko.

Nie wiem, jak długo leżałam na podłodze, kiedy ją usłyszałam. – Ren?

Podnoszę wzrok i widzę moją najlepszą przyjaciółkę Claire stojącą w drzwiach. W ciągu kilku sekund klęka obok mnie.

– Och, Renny, co on ci zrobił?

I to wystarczy, bym się rozsypała. Rzucam się w jej ramiona. W końcu pękam, a szloch wyrywa się z głębi mojej udręczonej duszy. Uwalniam ból, gniew, frustrację i nienawiść, które w sobie dusiłam.

Tama pęka i łzy, które powstrzymywałam, płyną strumieniami. Wypłakuję serce Księżycowej Bogini. Płaczę nad gównianym losem, jaki mi zgotowała. Nad bólem, który dopuściła do mojego życia. Nad rozbiciem, które, byłam pewna, nigdy nie zostanie naprawione. Nad moim zniszczonym sercem.

Kiedy kończę, czuję pustkę. Jakby tam, gdzie kiedyś była moja dusza, ziała teraz dziura.

Szepczę, tracąc resztki chęci do walki: – Przepraszam Blue, ale musimy to zrobić.

– Wiem. Zrób to, co musisz, by ocalić to, co z nas zostało – skomle, po czym wycofuje się w głąb mojego umysłu.

Odwracam się do Claire, szepcząc słowa, które mnie rozdzierają: – Koniec ze mną. Poddaję się.

Ona nie mówi ani słowa, tylko przytakuje. Jej łzy płyną, gdy trzyma mnie mocno w ramionach.

************************************************

Patrzę na siebie w lustrze i nie mogę uwierzyć w kobietę, która na mnie patrzy.

Wygląda na zmęczoną i złamaną. Cienie pod oczami, poszarzała skóra i przerzedzone włosy. Schudła, a ubrania wiszą na jej ciele. Wygląda jak cień dawnej siebie.

Zamykam oczy. Modląc się, by kiedy znów je otworzę, były jasne. To zupełnie nie działa. Ból wciąż tam jest. Wciąż pływa w ich głębi. Czai się pod powierzchnią.

Biorę głęboki oddech i wychodzę z łazienki. Stoję w pokoju, który nazywałam swoim. To zabawne, jak wiele może się zmienić w zaledwie kilka miesięcy. Jak drastycznie życie może skręcić w złym kierunku.

Oglądam pomieszczenie, upewniając się, że nie zostawiłam niczego ważnego. Wszystko, co posiadam, jest spakowane. Reszta, rzeczy, które dał mi Darren, zostały spalone albo oddane. Wyczyściłam wszystko. Nie zostawiając żadnego śladu, że kiedykolwiek tu mieszkałam.

– Jesteś gotowa, Blue? – pytam cicho moją wilczycę.

– Tak. Tak gotowa, jak tylko będę – odpowiada głosem ledwie głośniejszym od szeptu.

Jest zraniona i z każdym dniem coraz bardziej zamyka się w sobie. Nie mogłam pozwolić jej zniknąć. Była jedyną osobą, która trzymała mnie przy zdrowych zmysłach.

Wychodzę i jadę prosto na lotnisko. Wszystko zostało załatwione. Podpisałam już papiery separacyjne. Poprosiłam też mojego prawnika o sporządzenie dokumentów dotyczących opieki. Przekazałam pełną opiekę nad Krystal Darrenowi.

To nas złamało. Ale wiedziałyśmy, że Krystal nigdy dobrowolnie nie wybrałaby bycia z nami. Zmuszanie jej sprawiłoby tylko, że nienawidziłaby nas jeszcze bardziej.

Nie miałam pojęcia, dokąd się udamy. Musiałyśmy po prostu wyjechać gdzieś daleko. Gdzie nie będziemy nieustannie przypominane o wszystkim, co straciłyśmy.

Gdzie nie będziemy widzieć szczęśliwych Darrena i Krystal, podczas gdy my stoimy z boku niechciane. Musiałyśmy uciec, bo każdego dnia czułyśmy, jakbyśmy umierały po trochu.

Każdego dnia miałyśmy wrażenie, że jesteśmy o krok bliżej do zostania połkniętymi przez otaczającą nas ciemność.

– Blue? – wołam. Potrzebowałam jej do następnego kroku.

– Jestem tutaj, kochana. Zrób to, odpuść – popycha mnie. Dając mi siłę, której potrzebuję.

– Ja, Lauren Smith, odcinam wszelkie więzi z Alfą Darrenem Westem i Watahą Srebrnej Mgły. Oświadczam, że jestem teraz samotnym wilkiem bez watahy.

W momencie, gdy kończę te słowa, czuję, jak więź z watahą zaczyna obumierać w moim umyśle. Szum, który zawsze tam był, w głębi świadomości, teraz umilkł.

Łza spływa mi po policzku, gdy więź z watahą całkowicie zanika.

Przyjmuję do wiadomości, że właśnie zerwałam ostatnie połączenie z Darrenem i Krystal.

Blue i ja byłyśmy teraz naprawdę same.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Udawany związek z szefem alfą | StoriesNook