Piątkowy poranek nadchodzi, jak na mój gust, zdecydowanie zbyt szybko. Przez całe rano ociągałam się, przerażona wizją rozmowy ze znajomą mojego ojca z jego dawnej watahy. Ma zjawić się w naszym domu za dwadzieścia minut.
– Będziemy zaraz w jadalni, gdybyś nas potrzebowała – mówi Mark, obserwując, jak po raz trzeci tego ranka szczotkuję włosy.
– Wiem – odpowiadam, przeciągając szczotką po pasmach.






