Byłem wkurwiony.
Zraniony.
Wściekły.
Wpadłem do swojego biura i zatrzasnąłem za sobą drzwi, ignorując to, jak moja sekretarka nerwowo zerwała się na równe nogi w chwili, gdy mnie zobaczyła. Rzuciłem marynarkę na biurko i szybkim krokiem podszedłem do dystrybutora z wodą, napełniając szklankę zimną wodą i wypijając wszystko na raz. Spojrzałem spode łba na pustą szklankę, czując się zajebiście wkurzony.
Wkurzony, bo znowu pozwoliłem, żeby ojciec mnie wyprowadził z równowagi, i dlatego, że miał tupet grozić mi czymś, co jak wiedział, było jedyną rzeczą, na którą czekałem z niecierpliwością od dziecka – przejęciem imperium mojego ojca.
Zraniony? Ta, byłem zraniony. Fakt, że moi rodzice mieli mnie głęboko w dupie i nigdy nawet nie starali się tego ukrywać, zawsze bolał, bez względu na to, jak bardzo starałem się wmówić sobie, że mnie to nie obchodzi. Zraniony, bo nie wiedzieli, kim naprawdę jestem i nigdy, przenigdy nie próbowali się tego dowiedzieć. Ich jedynym zmartwieniem było wychowanie mnie na idealnego syna, trofeum z samymi szóstkami, którym mogliby pochwalić się przed światem – ale wtedy postanowiłem się zbuntować, stając się całkowitym przeciwieństwem tego, kim chcieli, bym był.
Chcieli genialnego dzieciaka? Skończyłem szkołę, ledwo wyrabiając minimum na zaliczenie.
Chcieli posłusznego, ułożonego i pracowitego dziecka? Skończyłem jako nieokrzesany, lekceważący wszystko gówniarz i totalne rozczarowanie.
Na domiar złego, jakby niebiosa dla odmiany były po mojej stronie, chcieli dziecka, które przejmie rodzinny biznes i da im wnuka. I co się stało? Od liceum zacząłem nienawidzić uczucia cycków przyklejonych do mojej klatki piersiowej, rozwijając za to głęboką miłość do dławienia się kutasem, co oznaczało, że byłem na wskroś gejem – a wiem, że to rozczarowałoby ich ponad miarę.
A wściekły? Jak jasna cholera. Byłem wściekły, bo mój tata wiedział, że groźba odebrania mi spadku i oddania go mojemu irytującemu kuzynowi to jedyny sposób, by zmusić mnie do zgody na to małżeństwo, bez względu na to, jak bardzo by mnie to zraniło.
Myślenie o tym sprawiało jeszcze większy ból.
Gdyby miesiąc temu poprosił mnie o poślubienie jakiejś laski, by ratować firmę, po krótkim namyśle pewnie zgodziłbym się dobrowolnie, bo w tamtym czasie nikt nie zaprzątał moich myśli. Ale teraz? Był ktoś, kto nie tylko zaprzątał moje myśli, ale też odrobinę zagościł w moim sercu.
Zaczęło się od przygody na jedną noc, która całkowicie zdemolowała moje ciało i umysł, zmuszając mnie do złamania własnej zasady niepieprzenia się z nikim dwa razy i ponownego spotkania z nim kilka dni później. Potem wymieniliśmy się Snapami i zaczęliśmy pisać. Dwa dni później zaprosił mnie na kolację, a ja się zgodziłem, bo byłem znudzony i w głębi duszy liczyłem, że po wszystkim zaprosi mnie do siebie na seks. Okazało się, że napisał tylko dlatego, że czuł się zraniony i nie chciał być sam. Nie dopytywałem o powód jego bólu, po prostu starałem się go od niego odciągnąć najlepiej jak potrafiłem, opowiadając o dzikich akcjach, w które byłem zamieszany na studiach, bo większość z nich była wręcz kultowa. I zadziałało, bo godzinę później zwijał się ze śmiechu.
Od tamtego dnia nasz maraton pisania wiadomości nabrał tempa. Spotykaliśmy się przynajmniej trzy razy w tygodniu, by zjeść razem kolację albo po prostu posiedzieć na plaży, rozmawiając o wszystkim i o niczym. A każdy z tych dni zawsze kończył się w mieszkaniu jednego z nas gorącym seksem... seksem, który za każdym razem był inny, stawał się coraz gorętszy i lepszy niż poprzednio. Tak było od samego początku.
Teraz byłem zmuszony przyznać przed samym sobą, że lubię Rydera; i to bardziej, niż powinienem, biorąc pod uwagę, że od początku miał to być tylko niezobowiązujący seks. Najbardziej bolało to, że nie dostanę żadnej szansy, by sprawdzić, czy to, co jest między nami, mogłoby przerodzić się w coś więcej. To wszystko musiało się skończyć właśnie tak – i wątpię, by Ryder był tym równie zraniony co ja. Możliwe, że on w ogóle nic do mnie nie czuł.
Aniołowie musieli sprawić, żebym wreszcie polubił kogoś, kto prawdopodobnie był mną zainteresowany wyłącznie ze względu na seks.
Boli, że będę musiał zerwać to, co łączy mnie z Ryderem, ale i tak to zrobię. Usunę jego Snapa i spróbuję o nim zapomnieć, bo jutro z samego rana z pewnością zadzwonię do ojca, by poinformować go, że ożenię się z tą laską, kimkolwiek by nie była. To, jak to małżeństwo miałoby w ogóle funkcjonować, przekraczało moje pojęcie, ale zgaduję, że wymyślimy coś, kiedy już do tego dojdzie.
Jedna rzecz była w tym momencie najbardziej klarowna w mojej głowie: na pewno prześpię się dziś z Ryderem po raz ostatni.
Wysłałem mu szybką wiadomość z pytaniem, czy mogę dziś wpaść. Zgodził się od razu, a ja odpisałem, że będę o dwudziestej pierwszej.
Była siedemnasta, godzina przed końcem pracy, ale wstałem, spakowałem swoje rzeczy do torby, wciągnąłem marynarkę i wyszedłem z biura.
Nikt nie mógł mnie kwestionować za to, że wyszedłem przed końcem zmiany; byłem przyszłym spadkobiercą tej firmy i wszyscy o tym wiedzieli, odkąd oficjalnie ogłoszono to w państwowej telewizji, gdy byłem jeszcze na studiach.
Wsiadłem do windy, kilka minut później wyszedłem z firmy i pojechałem prosto do domu, żeby wypić parę drinków na uspokojenie przepracowanego umysłu, porozmawiać z terapeutą, a potem pojechać do Rydera, u którego miałem wyruchać z siebie wszystkie troski i problemy. Chciałem, by przynajmniej na dzisiejszy wieczór nie pozostało mi w głowie nic poza palącą rozkoszą.






