Uśmiech Gen nieco zbladł, gdy obserwowała, jak Matteo przekazuje walizkę pracownikowi lotniska. Zmusiła się do uśmiechu w samą porę, by ujrzał go, gdy odwrócił się w jej stronę. Jego oczy, w porannym słońcu bardziej zielone niż brązowe, natychmiast przejrzały jej grę.
"Chodź tu" – wyszeptał, wyciągając do niej rękę. Gen ujęła jego dłoń i pozwoliła, by przyciągnął ją do swojej klatki piersiowej. "






