RHEA
Kovas i ja pozbywamy się ciała mężczyzny w lesie, grzebiąc je głęboko w ziemi. Deszcz robi swoje i zaciera zapach, ślady. Wątpliwe, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział.
– Och – śmieje się Kovas, kończąc pracę szpadlem. – To wręcz ironia losu.
– Dlaczego? – pytam, wrzucając rzeczy z powrotem do bagażnika.
– Najpierw Aron, a teraz to... ty.
– Co ze mną? – Patrzę na niego.
Opiera się plecami o






