Rhea
„Stój”.
To pojedyncze słowo nie było tylko dźwiękiem; to była fizyczna siła. Uderzyło w mój kręgosłup, mrożąc krew w żyłach. Muzyka, gwar rozmów, brzęk kieliszków z szampanem – wszystko w sali balowej zdawało się zanikać w ogłuszającej ciszy. Mój wilk, żałosne, milczące stworzenie, które zazwyczaj kuliło się głęboko we mnie, nagle drapało moją klatkę piersiową, oszalałe i przerażone.
Rozkaz Alfy Arona zawisł w powietrzu, ciężki od mrocznego, pierwotnego autorytetu, który żądał całkowitego podporządkowania.
Ale czyste przerażenie płynące ze stania przed najbardziej bezlitosnym Alfą na Północy przełamało paraliż. Kierowana ślepą paniką, zignorowałam krwawiące rany na palcach, obróciłam się na pięcie i rzuciłam się do ucieczki.
Nie obchodziło mnie, kto mnie widzi. Przemknęłam obok grupy zaskoczonych Lun, mój za duży mundur plątał mi się wokół nóg, i dosłownie rzuciłam się przez ciężkie dębowe drzwi do tylnej toalety.
Zatrzasnęłam drzwi i oparłam się o nie całym ciężarem, łapiąc z trudem powietrze. Moja klatka piersiowa unosiła się boleśnie, a moje ręce trzęsły się tak bardzo, że musiałam przycisnąć je do chłodnego marmuru umywalki, aby się uspokoić.
Jestem bezpieczna. Muszę tylko się umyć i zniknąć.
Ale zanim moje galopujące serce zdążyło w ogóle zacząć zwalniać, mosiężna klamka drzwi kliknęła.
Drzwi zostały pchnięte z przerażającą łatwością, zmuszając mnie do potknięcia się do tyłu. Ciężki kawał drewna znów się zatrzasnął, a zamek obrócił się z ostrym, ostatecznym głuchem stuknięciem, które odbiło się echem w małej przestrzeni.
Byłam zgubiona.
Aron wszedł do ciasnej łazienki i nagle zniknął cały tlen. Jego masywna, barczysta sylwetka sprawiła, że pokój stał się niezwykle klaustrofobiczny. Odurzający zapach ciemnej sosny, deszczu i surowej, dominującej mocy zalał moje zmysły, sprawiając, że zakręciło mi się w głowie.
„Co ty tu robisz?” – wykrztusiłam, a mój głos drżał tak bardzo, że był zaledwie szeptem. Wcisnęłam się mocno plecami w marmurową umywalkę, rozpaczliwie pragnąc, aby ściana pożarła mnie w całości.
Nie mrugnął. Jego czarne jak smoła oczy wpiły się w moje, zdzierając ze mnie wszelką obronę, jaką dysponowałam.
„Jesteś moją Przeznaczoną”.
Jego głos był głęboki, chropowaty i zabarwiony surową chrypką, która posłała gwałtowny dreszcz kaskadą w dół mojego kręgosłupa.
Te słowa uderzyły we mnie jak fizyczny cios. Panika, zimna i ostra, chwyciła moje płuca. Przeznaczona? Nie. To był koszmar. „Nie” – pokręciłam energicznie głową, a łzy absolutnego przerażenia zakłuły mnie w kącikach oczu. „Mylisz się”.
„Nie mylę” – oświadczył, robiąc powolny, drapieżny krok bliżej. „Twój zapach”.
„Nie wiem, o czym mówisz!” – krzyknęłam, cofając się, aż krawędź umywalki boleśnie wbiła się w mój kręgosłup. „To pomyłka! Jesteś Alfą Aronem z Watahy Krwawego Pazura”. Wyplułam ten tytuł niczym tarczę, chociaż w niczym nie powstrzymało to jego marszu. „A ja jestem słabeuszem! Słabeusze nie mają Przeznaczonych! To niemożliwe!”
Niebezpieczne, mroczne rozbawienie przemknęło przez jego bezduszne oczy. „I co z tego?”
Zanim zdążyłam chociażby mrugnąć, pokonał resztę dystansu między nami. Wyciągnął rękę, a jego duża dłoń owinęła się wokół mojego delikatnego nadgarstka.
Sapnęłam. W chwili, gdy jego skóra dotknęła mojej, palące, elektryczne gorąco eksplodowało w punkcie styku, uderzając prosto w moje serce. Płonęło, ale nie bólem – była to bolesna, niezaprzeczalna iskra więzi Przeznaczenia, która domagała się uznania. Próbowałam wyrwać ramię, ale jego uścisk był jak ze stali. Nieustępliwy. Absolutny.
„Okłamujesz mnie” – mruknął, przenosząc wzrok na moje drżące usta, po czym znów spojrzał w moje przerażone oczy. „Twój zapach... wzywa mnie. Wzywa mojego wilka. Nie ma sensu temu zaprzeczać”.
„Proszę” – błagałam, gdy łza w końcu spłynęła po moim policzku. Nienawidziłam tego, jak słabo brzmiałam, jak bardzo byłam krucha w jego uścisku. „Puść mnie. Muszę wracać, zanim ktoś zorientuje się, że zniknęłam”.
„Boisz się” – zauważył, a do jego głębokiego głosu wkradła się kpiąca nuta. Ani trochę nie przejmował się moim niepokojem; był nim zafascynowany.
„Oczywiście, że się boję!” – zawołałam, a moja frustracja w końcu wzięła górę nad terrorem. „Jesteś bezlitosnym nieznajomym i osaczyłeś mnie w zamkniętym pokoju! Puść mnie!”
„Puszczę” – odpowiedział gładko, pochylając się, aż jego usta znalazły się zaledwie cale od mojego ucha. „Gdy tylko przyznasz, że jesteś moja”.
Zacisnęłam oczy, gorączkowo kręcąc głową. Nie mogłam tego zaakceptować. Zostać uznaną przez potwora oznaczało wkroczenie do świata, który niechybnie by mnie zmiażdżył.
Nagle ostre, autorytatywne pukanie uderzyło w drzwi łazienki, rozbijając gęste, odurzające napięcie w pomieszczeniu.
„Wszystko tam w porządku?” To była Ethel. Jej ostrożny głos przenikał przez grube drewno.
Wypuściłam drżący oddech, a moje oczy szeroko się otworzyły. Szczęka Arona się zacisnęła, a mięsień drgnął na jego policzku z powodu przerwania. Przez zatrzymującą serce sekundę myślałam, że zamierza ją zignorować i posiąść mnie tuż przy marmurowej umywalce.
Ale powoli jego palce rozplotły się z mojego nadgarstka. Utrata jego palącego dotyku sprawiła, że moja skóra stała się dziwnie zimna.
„U nas wszystko w porządku” – odkrzyknął Aron, a jego głos natychmiast wygładził się w maskę uprzejmej, mrożącej krew w żyłach kontroli.
Zrobił krok w tył, dając mi dokładnie tyle miejsca, bym mogła oddychać, chociaż jego ciemne oczy obiecywały, że to jeszcze nie koniec.
„Właśnie wychodziłem” – mruknął, a jego wzrok prześledził ścieżkę łzy na moim policzku. Odwrócił się w stronę drzwi, odblokowując je szybkim ruchem. Ale zanim wyszedł na korytarz, zatrzymał się, rzucając ostatnie, przerażające spojrzenie przez swoje szerokie ramię.
Jego milczenie przemawiało głośniej niż jakakolwiek groźba. Możesz uciekać, ale się nie ukryjesz. W sekundzie, w której drzwi zatrzasnęły się za nim, ugięły się pode mną nogi. Zsunęłam się po szafkach, uderzając o zimną podłogę i walcząc o wciągnięcie powietrza do palących płuc. Miałam Przeznaczonego. Najbardziej niebezpiecznego żyjącego Alfę.
Nie mogłam tu zostać. Zdarłam z siebie za duży, poplamiony szampanem mundur, włożyłam swoje podarte ubrania i wymknęłam się tylnym wyjściem z domu watahy w mroźną noc.
Musiałam dotrzeć do domu. Potrzebowałam bezpiecznej przystani, by przetworzyć koszmar, który właśnie przeżyłam.
Ale kiedy w ciemnej dali ukazała się znajoma, zrujnowana sylwetka domu mojej rodziny, mój żołądek zacisnął się w bolesny węzeł. Przeżyłam dziś spotkanie z Alfą, ale chwytając za klamkę wejściowych drzwi, wiedziałam, że moja prawdziwa kara czekała tuż po drugiej stronie.






