RHEA
Wilki na linii drzew nie posuwają się dalej, ale też się nie wycofują. Stoją w szyku, na coś czekając. Tętno mi przyspiesza, nie jestem pewna, co dokładnie się wydarzy i co nadejdzie.
– Marcella, idź – szepczę do niej. – Sprowadź Arona. Natychmiast.
Nie trzeba jej tego powtarzać. Dźwięk jej kroków za mną zanika, gdy biegnie w stronę domu, zostawiając mnie zupełnie samą w ogrodzie, obserwowaną






