Rhea
Marcella znów puka do moich drzwi. – Rhea, proszę, otwórz.
Kryję twarz w rękawie koszuli, starając się stłumić szlochy; zwijam się w kłębek pod kołdrą, mając nadzieję, że jeśli będę wystarczająco nieruchoma i cicha, da mi spokój.
– Śpię – udaje mi się wykrztusić, gdy w drzwi uderza kolejne pukanie.
– Nie kłam. Otwórz drzwi.
– Błagam, po prostu... zostaw mnie w spokoju – proszę załamu






