Julian przez dłuższą chwilę przyglądał mi się z ukosa. – O mój Boże, ty naprawdę w to wierzysz.
Rumieniec oblał moją twarz. Co on sugerował? Że Nicholasowi wciąż zależy?
Nie, znając Juliana, po prostu znowu próbował mącić. Nie mogłam ufać niczemu, co mówił ani sugerował.
Droga zaczęła zakręcać, a Julian, wciąż patrząc na mnie, tracił ją z oczu.
– Patrz na drogę, bardzo cię proszę! – krzy






