Dzień w pracy wlókł się dłużej niż zwykle, a ja łapałam się na tym, że co kilka minut zerkam na zegarek. Moje myśli wciąż uciekały do kwiatów stojących w moim mieszkaniu, do liścika, który wywołał uśmiech na mojej twarzy wbrew mojej woli, i do mężczyzny, który je przysłał.
Przez cały czas siedziałam u siebie w gabinecie, unikając jednocześnie Tristana i Oriona.
Punktualnie o piątej usłyszała






