languageJęzyk

Rozdział 2.

Autor: Aeliana Moreau 13 kwi 2026

Pomimo podania silnych środków uspokajających, Lori obudziła się niewypoczęta. I bolało ją całe ciało. Piekielnie.

Miała też koszmary. Płaczące dziecko, owinięte dziecko w łóżeczku, które wciąż płakało. Ilekroć próbowała do niego dotrzeć, wydawało jej się, że oddala się od niej jeszcze bardziej.

Następnego ranka wcale nie czuła się lepiej, tylko równie gorzej. Nadal żadnych gości. Tylko jeden telefon i SMS od jej współpracownicy Birdie, która pytała, kiedy wróci do pracy.

Nie przekazała odpowiedniego zawiadomienia, dlaczego nie było jej w pracy. Napisze później do szefa, żeby go o tym powiadomić.

Ugh. Czuła się chora w środku. Naprawdę chora.

Co gorsza, miała nowy problem: swoje piersi. Były ogromne i twarde jak kamień. Dotknęła ich i skrzywiła się.

Ból, który odczuwała, był niewyobrażalny.

Pielęgniarka weszła z tacą ze śniadaniem; dziwne, nie pamiętała, by jadła poprzedniego wieczoru, czyżby poszła spać głodna?

Jak długo była pod wpływem leków uspokajających?!

"Dzień dobry, Lori. Jak się pani czuje?"

Lori wzruszyła ramionami.

"Czuć się jeszcze gorzej. Moje piersi tak bardzo mnie bolą."

Powiedziała, sięgając po tacę. Była bardzo głodna.

Był tam budyń czekoladowy, zielona fasolka i jajecznica.

"Och, to się zdarza! Przykro mi z tego powodu, ale przez kilka dni będą bardzo obolałe."

"Co? Dlaczego?"

Zapytała, a pielęgniarka westchnęła.

"Cóż, pani ciało zdążyło już przygotować się na dziecko, więc ma pani laktację."

"Ale ja nie mam dziecka. Straciłam swoje."

Lori powiedziała z goryczą, wbijając plastikowy widelec w zieloną fasolkę i atakując ją z zaciekłością.

"Tak. Wiem. I to naprawdę okropne."

Jej głos był pełen współczucia, ale Lori była pewna, że ta kobieta nigdy nie będzie w stanie pojąć ogromu bólu, przez który przechodziła.

"Mogę zaoferować lepsze rozwiązanie na pani bolące piersi, jeśli pani chce."

Powiedziała pielęgniarka, patrząc na nią z nadzieją.

"To znaczy?"

"Na tym piętrze jest dziewczynka, urodziła się w tym samym czasie co pani dziecko, niestety jej matka nie przeżyła. Płakała przez całą noc. Karmiliśmy ją mlekiem modyfikowanym, ale nie przyswaja go zbyt dobrze. Jeśli odda pani swoje mleko, to mogłoby jej pomóc."

Lori siedziała przez chwilę w milczeniu; przypomniała sobie płacz ze swojego snu. Czy śniła o płaczącym dziecku, czy też jakieś dziecko naprawdę płakało?

"Tak."

Powiedziała Lori bez wahania, a pielęgniarka szeroko otworzyła oczy.

"Tak? Jest pani pewna?"

Lori kiwnęła głową.

"Jestem pewna."

Powiedziała, a pielęgniarka się uśmiechnęła.

"Dziękuję. Wiem, jakie to dla pani trudne."

Powiedziała, a Lori prychnęła, odwracając wzrok. Och, nie miała zielonego pojęcia.

"W takim razie wrócę z laktatorami, a potem zamienię kilka słów z rodziną dziewczynki, żeby ich poinformować."

Pielęgniarka wyszła, a Lori w ciszy zjadła śniadanie.

Dwadzieścia minut później pielęgniarka wróciła z laktatorami, tak jak zapowiedziała, i wspomniała o tym, że ojciec dziecka szybko się zgodził.

Wyszła z odciągniętym mlekiem, mrucząc coś o tym, że mleko zostanie najpierw przebadane.

Lori wróciła do snu. Lekarz przyszedł na kontrolę. Jej blizna po cięciu cesarskim goiła się całkiem nieźle, jak jej powiedział. Lori mruknęła coś o rachunku za szpital, a lekarz odpowiedział, że państwo Fuller uregulowali wszystkie koszty.

Dobrze. Bo nie byłoby mowy, żeby zapłaciła to sama, nie miała złamanego grosza przy duszy.

Poza tym w umowie zapisano, że pokryją wszystkie rachunki szpitalne. Żałowała tylko, że nie pozwolili jej go zobaczyć, zanim go zabrali.

*****************

Gabriel nie opuścił szpitala; mimo że nie zmrużył oka, nie wyszedł, po prostu nie mógł znieść myśli o pozostawieniu córki samej.

Nie wybrał jeszcze dla niej imienia, częściowo dlatego, że on i Suzie niczego nie ustalili. Chciał, żeby jej imię było idealne, cokolwiek wymyśli, musiało być idealne.

Po narodzinach dziecka, gdy lekarz powiedział mu, że Suzie nie przeżyła, po cichu zajął się organizacją jej pogrzebu. Suzie nie miała żadnej rodziny, a przynajmniej żadnej, o której by wiedział.

Jej jedyną rodziną była córka.

Pamiętał moment, gdy po raz pierwszy wziął ją w ramiona; natychmiast przestała płakać, gdy delikatnie pogłaskał ją po głowie.

Była taka maleńka. Taka drobniutka, ale kiedy na niego spojrzała, kiedy naprawdę na niego spojrzała, świat się zatrzymał.

Nic więcej nie miało w tamtej chwili znaczenia; Gabriel wiedział, że będzie walczył z całych sił, by ją chronić.

Według wszystkich badań i wskaźników, mała Caine była zdrowym dzieckiem.

Nic jej nie dolegało, była całkowicie zdrowa, lekarz zapewniał go o tym wielokrotnie, jednocześnie błagając, by pojechał do domu i trochę odpoczął.

Ale dlaczego wciąż płakała! Nasłuchał się jej płaczu na tyle, by teraz rozpoznawać brzmienie jej głosu. Pielęgniarka twierdziła, że jest głodna. Po prostu głodna; piła mleko modyfikowane, ale to nie wydawało się wystarczające. Była żarłoczna.

Gabriel znał powód. Nie była tylko dzieckiem, była szczenięciem, szczenięciem wilkołaka; będzie nienasycona. Szczenięta zazwyczaj takie są w okresie dorastania. Niestety, mleko Suzie, które by ją wykarmiło, przepadło na zawsze.

Przepadło.

Zawsze będzie przy niej. Zawsze.

"Dobre wieści, panie Caine."

Do prywatnej poczekalni, w której przebywał podczas drzemek córki, weszła pielęgniarka.

Pielęgniarka była u niego wcześniej, by przekazać, że znaleźli dla małej dawczynię. Kobietę, która zgodziła się oddać swoje mleko matki.

Pielęgniarka zapewniła go, że po przebadaniu mleka pozwolą jego córce je wypić.

Poczuł ogromną ulgę. To nie będzie to samo co mleko jej własnej matki, ale zawsze coś...

Był tak pogrążony w myślach, że nie zauważył, kiedy do środka weszli jego beta i gosposia.

"Och, Gabrielu! Słyszałam wiadomości! Bardzo mi przykro!"

Powiedziała pani Grace, podbiegając do niego i go przytulając.

Gabriel westchnął, wtulając się w nią na kilka sekund, po czym się odsunął.

"Przykro mi, Gabrielu. Głęboko mi przykro. Suzie na to nie zasłużyła. Chciała być matką."

Powiedział Draco.

Gabriel kiwnął głową.

"Dziękuję. Będzie nam brakować jej obecności. Jej córce już jej brakuje..."

Powiedział, a pani Grace usiadła obok niego."

"A jak się ma twoja mała dziewczynka?"

"Dobrze. Jest bardzo zdrowa."

Pani Grace zdawała się westchnąć.

"Och, dzięki Bogini. Swoją drogą, wyglądasz na bardzo zmęczonego; czekaliśmy, aż wrócisz do domu. Może pojedziesz, weźmiesz prysznic i trochę odpoczniesz."

Zapytała, a Gabriel wzruszył ramionami.

"Nie chcę jej tu zostawiać samej. Poza tym zostało tylko kilka godzin i wyjdziemy. Chcemy tylko załatwić kilka spraw, zwłaszcza z ciałem Suzie."

Suzie nie miała żadnej rodziny, o której by wiedział. Jeśli miała, nigdy o niej nie wspominała.

Nie miał innego wyboru, jak tylko wziąć odpowiedzialność za jej pogrzeb i pochować ją w swoim rodzinnym grobowcu. Zasługiwała na ten zaszczyt.

"Wiem. Ale musisz odpocząć. A pełnia księżyca już za kilka godzin. Grace może zostać i popilnować dziecka."

Gabriel westchnął

Jak mógł zapomnieć? Nadchodziła pełnia; wszystkie te silne emocje i stres, przez które przechodził, sprawią, że pełnia będzie znacznie gorsza.

Draco miał rację.

Kiwnął głową.

"Dobrze. Zostawię tobie dowodzenie, Grace. Pójdę porozmawiać z lekarzem."

Powiedział, po czym wstał i wyszedł z poczekalni.

**Dwa dni później.**

.

Dostała wypis. Mogła wyjść, choć nadal była obolała.

Poznała kobietę o imieniu Grace Miler; wydawała się być opiekunką małej dziewczynki, która straciła matkę.

Mieli przyjeżdżać do niej po mleko co trzy dni. Kobieta była również na tyle miła, że dała jej laktatory, woreczki do przechowywania mleka, nakładki na piersi i wszystko inne, co ułatwiłoby jej odciąganie pokarmu.

Ustalenia były całkiem elastyczne; Lori mogła je przerwać w każdej chwili bez żadnych wyjaśnień. To jej się podobało.

Potem kobieta zapytała ją, czy chciałaby zobaczyć małą dziewczynkę, a Lori stanowczo odmówiła.

To byłoby zbyt wiele. I tak dawała z siebie wystarczająco dużo. Zrobiła to tylko dlatego, że wiedziała, iż dziecko szczerze potrzebuje jej pomocy. I chciała pomóc, ale nie, nie chciała się przywiązywać.

Próbowała dodzwonić się do państwa Fuller, ale nie odbierali. Jedyne, czego od nich chciała, to pieprzone wyjaśnienia! I lokalizacji.

Grobu jej dziecka. Chciała zobaczyć grób swojego dziecka.

Ale nie, nawet do tego nie chcieli dać jej prawa.

Opuściła szpital inna niż do niego weszła; jedyną różnicą tym razem było to, że była sama. I wracała do swojego gównianego życia i gównianej pracy.

Czuła pustkę. Była pusta. Jej brzuch drastycznie zmalał, po ciążowych krągłościach sprzed pięciu dni nie było śladu, tak jak po dziecku, które kiedyś było w jej łonie.

I wyglądała na wycieńczoną. Pamiętała, jak w dniu wypisu stanęła przed lustrem w łazience i czuła się wyzbyta z uczuć. Była blada, bledsza niż jej śródziemnomorska skóra kiedykolwiek wyglądała, a jej usta były blade.

Nakładając makijaż, by ukryć swój upiorny wygląd, szybko zdała sobie sprawę, że nic nie jest w stanie zakryć ciężkich worów pod jej zapadniętymi oczami.

To nie miało sensu! Nie mogła zrobić nic, co by zadziałało! Każdy, kto by na nią spojrzał, mógł dostrzec, że coś ukrywa.

Jak miała się z tego kiedykolwiek otrząsnąć?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki